Wczorajszy marsz był znacznie mniejszy od tego, który ulicami Barcelony przeszedł dwa lata temu. Wówczas protestowało około 65 tys. osób. 

Manifestacja odbyła się w związku z przypadającym wczoraj świętem narodowym Hiszpanii, Dniem Hiszpańskości, zwanym potocznie Dniem Kolumba.

Uczestnicy wydarzenia liczą na to, że czołowi katalońscy separatyści, których proces rozpocznie się w przyszłym tygodniu, zostaną skazani. - Odpowiedzą za próbę zamachu stanu. Nie uszanowali konstytucji - uważa 60-letnia Pepi Ordonez.

W marszu wzięli udział czołowi politycy hiszpańskich ugrupowań centroprawicowych: Partii Ludowej (PP), Ciudadanos (Cs) i Vox.

Dwunastu oskarżonych, w większości członkowie byłego rządu katalońskiego, mogą zostać skazani na długie kary pozbawienia wolności. Sprawa dotyczy ruchu niepodległościowego z 2017 roku, który wywołał poważny kryzys polityczny.

Katalońscy aktywiści planują zorganizować wiece w dniu ogłoszenia wyroków. - Boję się, że dojdzie do przemocy - powiedział 62-letni Manuel Rueda, który wziął udział w dzisiejszym marszu. - Wszystko, czego chcemy, to zacząć żyć od nowa, tak jak 10 lat temu - dodał.