Śmierć Abu Bakra al-Bagdadiego ogłaszano już kilkakrotnie, ale się nie potwierdzała. Tym razem jego zgon został potwierdzony dzięki badaniu DNA na miejscu operacji amerykańskich sił specjalnych. Mówił o tym barwnie w niedzielę na specjalnie zwołanej konferencji prasowej prezydent USA, wychwalając żołnierzy i współpracowników.
Najważniejsza wiadomość: Al-Bagdadi, który uciekł do tunelu pod domem, w którym się ukrywał, miał na sobie materiały wybuchowe; namierzony przez psy, wysadził siebie i trójkę swoich dzieci. Przed śmiercią płakał, skowyczał i krzyczał.
Wątpliwości w sprawie amerykańskiej operacji wyraziło rosyjskie Ministerstwo Obrony. Rzecznik Igo Konaszenkow przekazał, że Rosja nie posiada wiarygodnych informacji na temat operacji. Resort ma wątpliwości, czy taki nalot kiedykolwiek miał miejsce.
Rzecznik dodał, że informacja o śmierci al-Bagdadiego nie może mieć żadnego wpływu na sytuację w Syrii.
Rosjanie mają również wątpliwości, czy al-Baghdadi mógł ukrywać się na terytorium kontrolowanym przez Jabhat al-Nusra, grupę, która uważana jest przez Moskwę za organizację terrorystyczną.
Organizacja ta zawsze bez wahania zabijała bojowników Państwa Islamskiego. - Mając to na uwadze, Stany Zjednoczone lub inni uczestnicy operacji powinni przedstawić bezpośrednie dowody na to, że były przywódca Państwa Islamskiego bezpiecznie przebywał na terytorium kontrolowanym przez "syryjską Al-Kaidę" - powiedział Konaszenkow.