Ciało sierżanta La Davida Johnsona wróciło już do jego rodzinnego Miami, gdzie odbędzie się pogrzeb żołnierza. Tego samego dnia Donald Trump zadzwonił do wdowy po żołnierzu, by złożyć jej kondolencje.

- Mówiąc wprost powiedział: "Cóż, on wiedział na co się pisze, ale rozumiem, że to wciąż boli" - relacjonuje Wilson, która w tym czasie towarzyszyła wdowie i przysłuchiwała się rozmowie przełączonej przez wdowę na głośnik.

- To właśnie powiedział - podkreśliła.

Wilson oceniła, że takie słowa "mogą paść w prywatnej rozmowie, ale nie powinno się ich mówić pogrążonej w żałobie wdowie". - Każdy wie, że jeśli jedziesz na wojnę, możesz nie wrócić żywy, ale nie przypomina się tego opłakującej męża wdowie. To brak wrażliwości, brak wrażliwości - mówiła w rozmowie z telewizją WPLG.

Biały Dom pytany o tę sprawę odpowiedział, że "rozmowy prezydenta z rodzinami amerykańskich bohaterów, którzy dokonali największego poświęcenia, mają charakter prywatny".

Sierżant La David Johnson jest jednym z czterech żołnierzy, którzy 4 października zginęli w zasadzce.

Wilson wyraziła nadzieję, że rodzinom pozostałych poległych żołnierzy Trump nie mówił, iż "wiedzieli na co się piszą". Słowa, które od prezydenta usłyszała wdowa po sierżancie są - zdaniem Wilson - obrazą dla całego narodu. - Ten żołnierz oddał życie za swój kraj, jest dla nas bohaterem - podkreśliła.