25 czerwca 2003 roku do portu we Władysławowie zawinął należący do WoW statek „Langenort” z kliniką aborcyjną na pokładzie. Liga Polskich Rodzin i Młodzież Wszechpolska ostro protestowały wówczas przeciw pomysłowi, by na wodach międzynarodowych udostępniać kobietom zakazane u nas pigułki wczesnoporonne.

rp.pl: Jak ocenia pani szykowane zmiany w prawie antyaborcyjnym w Polsce?

Rebecca Gomperts: Monitorujemy sytuację w Polsce. Ponieważ Irlandia w przyszłym roku zalegalizuje aborcje, będziecie - obok Malty – krajem o najbardziej drakońskich przepisach antyaborcyjnych w całej Unii Europejskiej. Polski rząd oddala się od przyjętych standardów, także naruszając prawa człowieka i podważając niezależność sądownictwa. Jednak nieprzyjazne wobec kobiet działania waszych władz i dalsze zaostrzanie przepisów jest niepojęte.

W rozmowie ze mną zapowiadała pani powrót do Polski pływającej kliniki aborcyjnej, o ile prawo antyaborcyjne nie zostanie zliberalizowane. Kiedy więc pani przypływa?

Jak pan pamięta, w 2015 roku zrealizowaliśmy z sukcesem kampanię z wykorzystaniem drona aborcyjnego (z tabletkami aborcyjnymi – przyp. red.), którego wysłałyśmy z Frankfurtu nad Odrą do Słubic po polskiej stronie granicy. A jeśli idzie o statki aborcyjne, to właśnie zakończyłyśmy kampanie z ich udziałem w Gwatemali i Meksyku. Planujemy następne kampanie, także przy użyciu nowych narzędzi, a Polska jest na naszej liście…