Władze 30-tysięcznego miasteczka Wielki Ustiug (około 750 kilometrów na północny wschód od Moskwy) szukają wykonawcy „specjalnych, metalowych konstrukcji podstawę których stanowią metalowe pływaki połączone drewnianymi trapami i wyposażone w drewniane poręcze”.

A wszystko po to, by mieszkańcy Wielkiego Ustiugu mogli prać i płukać bieliznę w przepływającej przez miejscowość rzece Suchoni. Dlatego też konstrukcja powinna być „solidnie przymocowana linami do brzegu” i mieć jeszcze inne liny, umożliwiające wydostanie się z rzeki piorącym, którzy wpadną do wody.

Koszt budowy – ok. 3,5 tysiąca dolarów. Przetarg ogłoszono na internetowej stronie miasteczka.

„I co ty na to, Elonie Musku !?” – pytają rosyjscy internauci, którzy rozpowszechnili w sieci niezwykłe ogłoszenie. „Kraj nie dających się kierować rakiet, drewnianych sławojek i płukania bielizny w rzece” – napisał jeden z nich w Twitterze.

Ale inni energicznie wzięli w obronę zarówno mieszkańców urządzających pranie w rzece, jak i władze miasteczka. „Od razu widać, że większość (internautów - red.) nie ma pojęcia co to znaczy żyć w małym miasteczku. W wielu domach nie ma bieżącej wody (oraz kanalizacji) i – oczywiście – pralek” – napisała jedna z mieszkanek obwodu wołogodzkiego, gdzie znajduje się Wielki Ustiług.

„Jeśli jest studnia, to dla zrobienia prania należy przynieść z niej od 10 do 15 wiader wody, co jest ponad siły starszych ludzi” – tłumaczył inny.

„Może to zabrzmi śmiesznie ale pranie w Suchoni to jest historyczne dziedzictwo i ważna część miejskiej kultury mojej Małej Ojczyzny” – napisała kolejna internautka z Ustiuga. „Wielu z przyzwyczajenia, nawet jeśli mają pralki, wolą płukać w rzece – szczególnie dużą bieliznę pościelową” – dodał jej sąsiad.