Marsz, a ostatecznie wiec przeciw przemocy jest odpowiedzią na ataki na Marsz równości, który 20 lipca przeszedł ulicami Białegostoku.

Marsz Równości był zakłócany przez kontrdemonstrantów - w tym m.in. pseudokibiców piłkarskich - którzy obrzucali jego uczestników kamieniami i petardami, palili tęczowe flagi, a także ścierali się z policją.

Kilkuset uczestników marszu niosło tęczowe flagi i parasole. Na transparentach mieli hasła: "Miłość nie jest grzechem", "Równość płci", "Miłość dla wszystkich ponad wszystko", "Miasto bez barier". Po obu stronach marszu szli kontrmanifestanci ze środowiska kibiców. Uczestników obu zgromadzeń oddzielał kordon policji.

Do pierwszych incydentów doszło jeszcze przed wyruszeniem marszu, zaatakowanego przez środowiska pseudokibicowskie. W czasie zamieszek w Białymstoku pobity został m.in. 14-letni chłopak.

Komentując wydarzenia z Białegostoku minister edukacji Dariusz Piontkowski stwierdził, że "marsze wywoływane przez środowiska próbujące forsować niestandardowe zachowania seksualne budzą ogromny opór". - Warto się zastanowić, czy tego typu imprezy powinny być organizowane - dodał. O tę wypowiedź szefa MEN pytał premiera Mateusza Morawieckiego Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar.

Po kilku dniach minister tłumaczył, że jego słowa zostały źle zrozumiane. - Ja tylko mówiłem o tym, że tego typu manifestacje budzą ogromne emocje - oświadczył.

Premier Morawiecki trzy dni po Marszu mówił z kolei, że „w Polsce jest miejsce dla każdego, ale nie ma miejsca na takie chuligańskie, barbarzyńskie traktowanie drugiego człowieka”. 

W związku z wydarzeniami w Białymstoku Platforma Obywatelska domagała się dymisji szefowej MSWiA Elżbiety Witek.

Amnesty International potępiło nienawistne i przemocowe zachowania, do których doszło w Białymstoku podczas Marszu Równości. Stwierdzono, że policja nie zapewniła odpowiedniej ochrony.

W odpowiedzi na wydarzenia w Białymstoku lewica ogłosiła, że zorganizuje w tym mieście marsz przeciw przemocy. Ostatecznie udało się jej uzyskać zgodę jedynie na wiec. Pomysłu marszu nie poparły ani Platforma Obywatelska, ani PSL.

A jakie zdanie na temat ewentualnego marszu przeciw przemocy w Białymstoku mają Polacy? Na pytanie "Czy w Białymstoku powinien się odbyć marsz przeciwko przemocy?" 50,4 proc. uczestników sondażu SW Research dla rp.pl odpowiada "tak". Przeciwnych organizacji takiego marszu jest 23,6 proc. ankietowanych. 26 proc. respondentów nie ma zdania w tej kwestii.

- Taką inicjatywę popierają częściej kobiety niż mężczyźni (53% vs 47%). Zwolennicy takiego marszu to też ponad ponad połowa najmłodszej grupy wiekowej – osób od 16 do 24 roku życia, jak i tej najstarszej – osób powyżej 50 lat (54% w obu grupach). Najmniej osób aprobujących ten pomysł można znaleźć wśród badanych między 35 a 49 rokiem życia (44%). Osoby  z wykształceniem podstawowym popierają ideę organizacji takiego marszu częściej niż pozostali (63%). Organizację marszu popierały częściej osoby o dochodach powyżej 5000 zł netto (56%) oraz mieszkańcy miast wielkości od 200 do 499 tysięcy mieszkańców (59%) - komentuje wyniki sondażu Piotr Zimolzak z SW Research.