Harry, który wraz z żoną, Meghan, zrezygnowali z pełnienia obowiązków członków rodziny królewskiej na początku 2020 roku, w podcaście "Armchair Expert" prowadzonym przez Daxa Sheparda przyznał, że myślał o takiej decyzji już jako dwudziestolatek.

Książę podkreślał, że myślał o swoim życiu jak o życiu bohatera filmu "The Truman Show", z Jimem Carrey'em w roli głównej.

Film opowiadał o mężczyźnie, Trumanie Burbanku, którego - od urodzenia - śledziły telewizyjne kamery, a wszystkie osoby z którymi miał kontakt były wynajętymi aktorami.

Harry przekonywał, że bycie członkiem rodziny królewskiej to ogromne obciążenie, z którym ciężko mu było sobie poradzić. Dodał, że obawiał się, iż jego żona, Meghan i syn Archie będą musieli żyć ciągle w świetle jupiterów tak jak jego matka, księżna Diana. W 1997 roku Diana zginęła w wypadku samochodowym w Paryżu, do którego doszło, gdy kierowca samochodu, którym jechała, próbował uciec przed ścigającymi go fotoreporterami.

- Nie chcę tej pracy, nie chcę tam być, nie chcę tego robić. Zobaczcie co zrobili mojej mamie - mówił Harry w rozmowie z Shepardem.

Harry mówił też, że czuje się wolny po tym, jak wraz z rodziną przeniósł się do Kalifornii.

- Żyjąc tu mogę naprawdę podnieść głowę i czuć się inaczej - powiedział Harry dodając, że może np. zabierać syna, Archiego, na wycieczki rowerowe.