Chłopczyk zmarł dziś po południu w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Toruniu. Przebywał tam od blisko miesiąca. Lekarze walczyli przez ten czas o jego życie. Nie udało im się.
Dziecko do końca nie odzyskało przytomności. Żyło dzięki urządzeniom medycznym. Lekarze od początku mówili, że gdy chłopiec odzyska świadomość będzie można mówić o cudzie.
Ciężko pobity Marcelek w połowie lutego trafił do szpitala we Włocławku. Jego stan był tak poważany, że śmigłowcem od razu przewieziono go do szpitala w Toruniu.
Chłopiec miał obrzęk mózgu, był nieprzytomny. Na ciele miał też liczne zasinienia. Nowe i starsze. Tomografia wykazała też obrzęk mózgu.
Do obrażeń u dziecka doszło, gdy Marcelkiem opiekował się 19-letni Patryk K., konkubent matki chłopca. W związku z kobietą był od kilku miesięcy.
Początkowo mężczyzna tłumaczył, że obrażenia u chłopca powstały, bo dziecko spadło mu z tapczanu podczas przewijania. Jednak lekarze nie uwierzyli w tę wersję wydarzeń i powiadomili policję.
Patryk K. został zatrzymany. Usłyszał zarzut spowodowania ciężkich obrażeń ciała, realnie zagrażających życiu. Początkowo mężczyzna zaprzeczał, by pobił dziecko.
W prokuraturze zmienił zdanie. Tłumaczył, że wyładował na dziecku złość, bo nie otrzymał pomocy finansowej. Mężczyzna został aresztowany. Grozi mu do 10 lat więzienia.
Matka chłopca poza Marcelkiem ma jeszcze jednego syna, ośmiomiesięcznego Alana. Po pobiciu starszego z chłopców sąd rodzinny zdecydował o zabraniu niemowlaka z domu i umieszczeniu go w rodzinie zastępczej do zakończenia postępowania w sprawie ograniczenia kobiecie władzy rodzicielskiej. Ojciec biologiczny chłopców siedzi w więzieniu.