Mężczyzna zmarł w szpitalu. Okoliczności pościgu oraz samego wypadku bada teraz prokuratura w Pszczynie.

Jak podaje lokalny portal pless.pl kierowca opla nie zatrzymał się w nocy do kontroli na ul. Katowickiej.

Samochód nie miał włączonych świateł, dlatego policjanci chcieli go zatrzymać. Kierowca opla nie zareagował, tylko przyśpieszył. Policjanci ruszyli w pościg. Uciekający przez kilka minut szalał po ulicach Pszczyny próbując zgubić radiowozy.

W okolicy ronda zderzył się z toyotą, a następnie uderzył w drzewo i ogrodzenie posesji. Sprawca zdarzenia doznał ciężkich obrażeń ciała. Nie dawał oznak życia.

- Policjanci, którzy podjęli pościg za kierowcą nie byli naocznymi świadkami tego zdarzenia - na miejsce wypadku dojechali dopiero po jakimś czasie – przekazała podkom. Magdalena Szust, z komendy policji w Pszczynie.

Wskazała, że uciekinier zdążył oddalić się od jadącego jego śladem radiowozu na znaczną odległość.

Ratownicy medyczni i strażacy przez kilkadziesiąt minut walczyli o życie kierowcy opla. Reanimacja początkowo przywróciła jego funkcje życiowe. Na miejsce przyleciał śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Później jednak stan rannego znacznie się pogorszył. Mężczyzna trafił do szpitala w Bielsku-Białej, gdzie zmarł w wyniku odniesionych obrażeń.

Jak podaje portal pless.pl 51-letnia kobieta jadąca toyotą doznała ogólnych potłuczeń ciała. O własnych siłach weszła do karetki, którą przewieziono ją do szpitala na badania.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Okoliczności wypadku ma wyjaśnić prowadzone w tej sprawie postępowanie. Śledczy szukają m.in. odpowiedzi na pytanie, dlaczego 33-letni kierowca opla nie zatrzymał się na wezwanie policjantów.

Mundurowi mają swoje przypuszczenia, ale na razie ich nie ujawniają. Czy kierowca opla był pijany lub pod wpływem narkotyków? Ma to potwierdzić bądź wykluczyć sekcja zwłok, która zostanie przeprowadzona już w przyszłym tygodniu.