Sandhu odebrała koronę z rąk poprzedniej Miss Universe, Andrei Mezy z Meksyku. Finał konkursu odbył się w izraelskim mieście Ejlat.

Nowa Miss Universe podkreśliła, że czuje się "przytłoczona" tryumfem, który oznacza, iż po 21 latach tytuł wraca do Indii. - To się teraz dzieje - podkreślała.

W finale uczestniczki prezentowały się w tradycyjnych strojach ze swoich krajów, kostiumach kąpielowych, a także odpowiadały na pytania, które miały sprawdzić ich umiejętności retoryczne.

Imprezie towarzyszyły w tym roku apele o bojkot, w których prym wiedli Palestyńczycy domagający się, by w ten sposób zaprotestować przeciwko temu, w jaki sposób są traktowani przez Izrael.

Czytaj więcej

Meksykanka została Miss Universe

Malezja, kraj, w którym większość mieszkańców stanowią muzułmanie, nie wysłała na finał swojej reprezentantki, oficjalnie powołując się na sytuację epidemiczną. Z kolei RPA wycofała poparcie dla swojej reprezentantki, która nie zdecydowała się na zbojkotowanie imprezy.

Tymczasem Sara Salansky, przedstawicielka izraelskiego Ministerstwa Turystyki przekonywała, że Izrael został gospodarzem finału ze względu na sukces przeprowadzonego w tym kraju programu szczepień na COVID-19.

Organizację imprezy utrudniło pojawienie się wariantu Omikron koronawirusa, co pociągnęło za sobą wprowadzenie zakazu wjazdu na terytorium Izraela cudzoziemców. Większość uczestniczek przyjechało wprawdzie do Izraela przed wprowadzeniem zakazu, ale niektóre musiały ubiegać się o specjalną zgodę na przekroczenie granicy mimo obowiązujących obostrzeń, a po przylocie - poddać się obowiązkowej, 72-godzinnej kwarantannie.

Ponadto wszystkie uczestniczki były testowane pod kątem COVID-19 co 48 godzin.

Zakażenie koronawirusem wykryto u Clemence Botino z Francji, która jednak po 10 dniach uzyskała status ozdrowieńca i mogła wziąć udział w finale konkursu.