Radni Gdańska podjęli wczoraj decyzję o usunięciu pomnika prałata Henryka Jankowskiego, zmianie nazwy skweru, gdzie stoi oraz o odebraniu księdzu honorowego obywatelstwa Gdańska.
Oburzony tą decyzją wiceszef stoczniowej "Solidarności", były ministrant, który wielokrotnie bronił księdza, tuż po głosowaniu w Radzie Miasta pojawił się przed ratuszem i zapowiedział, że pomnik zostanie rozebrany przez samych związkowców, aby zapobiec dewastacji.
Zapewnił też, że pomnik zniknie, ale wróci, bo ks. Jankowski zasługuje na oczyszczenie".
Guzikiewicz ostrzegł przeciwko stawianiu pomników zamordowanemu prezydentowi Gdańska Pawłowi Adamowiczowi.
- Bo może się zdarzyć, że ktoś inny przejmie władzę w Gdańsku i wtedy to wasze pomniki będą obalane - mówił Guzikiewicz.
Odmówił też prawa wstępu do kościoła św. Brygidy, gdzie ks. Jankowski był proboszczem, radnym, którzy głosowali za "zbezczeszczeniem pomnika" przychodzili tam na msze.
- Nie życzymy sobie, aby radni, którzy głosowali o zbezczeszczeniu tego pomnika, symbolu Solidarności, przychodzili na uroczystości do św. Brygidy. Dla radnych PO i Koalicji Obywatelskiej bramy św. Brygidy są zamknięte - mówił Guzikiewicz. Dodał, że zakaz dotyczy głównie "pani Dulkiewicz, która "podeptała dziś Solidarność". - Nowa pani prezydent podzieliła Gdańsk, podzieliła katolików i podzieliła nas wszystkich.