Pływająca klinika aborcyjna w porozumieniu z meksykańskimi organizacjami kobiecymi odbyła już w czwartek kilkugodzinny rejs na wody międzynarodowe, gdzie zdrowe Meksykanki będące w niechcianej ciąży nie dłużej niż 9 tygodni dokonały aborcji. Przerwanie ciąży odbywa się na pokładzie zgodnie z wyśrubowanymi, europejskimi standardami.

Przedstawicielki WoW podkreślają, że statek ma wszelkie wymagane zgody na takie rejsy i będzie odbywał kolejne aż do niedzieli włącznie.

Cytują też dane, których wynika, że w Meksyku aż 9,2 proc. śmierci ciężarnych jest wynikiem pokątnych aborcji przeprowadzanych z powodu braku dostępu do bezpiecznej, legalnej.

W 2003 roku statek „Langenort” z kliniką aborcyjną WoW na pokładzie zawinął do portu we Władysławowie. Liga Polskich Rodzin i Młodzież Wszechpolska ostro protestowały wówczas przeciw pomysłowi, by na wodach międzynarodowych udostępniać kobietom zakazane u nas pigułki wczesnoporonne. W stronę aktywistek leciały pomidory i obelgi. Ale rejsy się odbyły.

Rebecca Gomperts, założycielka WoW, zapowiedziała dwa miesiące temu w rozmowie z serwisem rp.pl, że w ciągu najbliższych dwóch lat pływająca klinika aborcyjna najprawdopodobniej znowu zawinie do Polski.

- Już teraz prawo Polek w tym zakresie jest dużo ostrzejsze niż ogromnej większości pozostałych krajów europejskich. Obecne prawo zostało potępione przez Europejski Trybunał Praw Człowieka jako zbyt drakońskie. Mimo to sytuacja w waszym kraju się pogarsza – tłumaczyła dr Gomperts.