30-latek przebywa w Szwecji legalnie - posiada prawo pobytu w tym kraju. Aresztowano go w związku z pożarem, jaki wybuchł w muzułmańskim centrum w Malmö ubiegłej jesieni. W pożarze nikt nie ucierpiał, ale straty spowodowane przez ogień wyceniono na milion koron (nieco ponad 110 tys. dolarów). Odpowiedzialność za podłożenie ognia wzięło na siebie Daesh.

Sąd w Malmö orzekł jednak w lipcu, że podłożenie ognia nie może być traktowane jako akt terroru. - Wydaje się oczywiste, że mężczyzna sympatyzuje z IS (akronim na określenie tzw. Państwa Islamskiego), co może wskazywać, iż miał motyw, by podłożyć ogień, ale tego nie dowodzi - stwierdził sędzia.

Prokurator podkreślał z kolei, że w komputerze mężczyzny znaleziono materiały instruktażowe dotyczące tego jak w warunkach domowych zbudować detonator pozwalający zdalnie odpalić ładunek wybuchowy. Na komputerze znajdowały się też propagandowe filmy Daesh, na których terroryści z tej organizacji zabijają niewiernych i zdjęcie flagi tzw. Państwa Islamskiego.

Mężczyzna miał też jako pierwszy poinformować o pożarze powiązaną z dżihadystami agencję informacyjną Amaq.

Sędzia oczyścił jednak 30-latka z zarzutu podpalenia, a także z oskarżeń o terroryzm uznając, że prokuratura nie przedstawiła wystarczających dowodów jego winy.

Teraz - w związku z faktem, że mężczyzna spędził cztery miesiące w areszcie zanim sąd uznał go za niewinnego, należy mu się 97 tys. koron (ok. 11900 dol.) odszkodowania.

Problem polega jednak na tym, że nawet adwokat Syryjczyka, 30-letni Lars Edman, nie wie gdzie przebywa jego klient, ani jak przekazać mu odszkodowanie. Miejsca pobytu Syryjczyka nie zna też policja. Zdaniem Edmana mężczyzna przestał używać wystawionych na siebie dokumentów.