Do zdarzenia miało dojść na warszawskim lotnisku Okęcie. Agenci Secret Service, którzy przylecieli do Warszawy kilka dni wcześniej, czekali tam na delegację z USA z wiceprezydentem Mike'em Pence'em.

Jak mówi funkcjonariusz SOP, jeszcze przed przylotem delegacji z USA "z góry" przyszła decyzja, aby skontrolować agentów Secret Service alkomatami.

Taka sytuacja wobec amerykańskich agentów ochrony miała mieć miejsce po raz pierwszy w historii. Nie dość na tym - strona polska postanowiła również sprawdzić, czy kierowcy Secret Service mają międzynarodowe prawo jazdy i mogą się poruszać po polskich drogach.

Czytaj także: Wszystkie błędy szefa SOP

Inny funkcjonariusz SOP przyznaje, że za każdym razem, gdy agenci Secret Service przyjeżdżają do Polski - zdarzają się słowne utarczki. Jak twierdzi funkcjonariusz - "to specyficzni ludzie, chcą rozstawiać wszystkich po kątach i ciągle rządzić". Przyznaje też, że nic jak dotąd nie wywołało w agentach z USA takiej wściekłości jak historia z alkomatami. Agenci mieli się poskarżyć swoim przełożonym, a ci, jak pisze WP.pl, "nie zostawili na polskich służbach suchej nitki".

Incydentu z alkomatem nie potwierdza rzecznik ppłk Bogusław Piórkowski. Nazywa go "wymysłem". Co do sprawdzania międzynarodowych praw jazdy w przypadku agentów Secret Service zapowiedział jednak sprawdzenie, czy taki wymóg rzeczywiście istnieje. Do chwili publikacji materiału przez Wirtualną Polskę SOP nie odniósł się do zawartych w nim treści.

Generał Tomasz Miłkowski, który 26 lutego złożył dymisję z zajmowanego stanowiska, kierował Służbą Ochrony Państwa od kwietnia 2017 roku. W wieku 48 lat przechodzi na emeryturę.