Rz: Po dymisji wiceministra Czerwińskiego musi pan czuć satysfakcję?
Aleksander Szczygło: Nie mam żadnej satysfakcji, bo nie o to chodzi. Po prostu czuję odpowiedzialność za siły zbrojne. I jeśli protestowałem po nominacji gen. Czerwińskiego na wiceministra obrony, to właśnie dlatego, a nie z żadnych innych powodów. Osoba taka jak wiceminister obrony musi być szanowana przez żołnierzy. A to jest możliwe tylko, gdy jest się nieskazitelnym.
Wiceminister Czerwiński nie był?
Niestety, nie był.
Kiedy za pana ministerialnej kadencji gen. Czerwiński decydował się odejść z wojska, podobno zrobił to, by uprzedzić pana ruch o odesłaniu go do cywila.
Po otrzymaniu pierwszych informacji o niejasnościach wokół jego osoby postanowiłem nie robić go szefem dziewiątej zmiany kontyngentu w Iraku. Równocześnie podjąłem decyzję o odesłaniu go do rezerwy kadrowej. Uważam, że tak właśnie powinno się postępować, gdy wokół oficera rodzą się niejasności. Odesłanie go do rezerwy pozwala na spokojne wyjaśnienie sprawy. A pragnę przypomnieć, że niejasności pojawiły się, gdy szefem MON był Radosław Sikorski.
Wątpliwości były na tyle poważne, że wymagały tak ostrej reakcji?
Tak. Były bardzo poważne. Na tyle, by podjąć taką decyzję.
Chodziło o ustawianie przetargów i wykorzystywanie stanowiska do prywatnych celów?
To są już pytania do prokuratora wojskowego.
Mówił pan o tych niejasnościach swojemu następcy?
Kiedy przekazywałem ministrowi Klichowi resort, nie było przecież wiadomo, że chce powierzyć gen. Czerwińskiemu funkcję wiceministra.
Naczelny prokurator wojskowy informował już prezydium Sejmowej Komisji Obrony o postępowaniu wobec gen. Czerwińskiego.
Owszem, na moją prośbę. Wystąpiłem o taką informację, by pokazać, że moja krytyka jest uzasadniona.
Zaskoczyło pana coś w tej informacji?
Mówiłem już, że nie będę odpowiadał na takie pytania.
A jak na wystąpienie prokuratora zareagowali inni członkowie prezydium? Przyznali panu rację?
Zaczęli wykazywać większe zrozumienie.