- Gdyby papierosy trafiły na rynek, to straty Skarbu Państwa wynikające z niezapłaconych podatków mogłyby wynieść nawet 11,5 mln złotych. Policjanci ustalają, kto stoi za przemytem – mówi „Rzeczpospolitej” Agnieszka Hamelusz, rzeczniczka Centralnego Biura Śledczego Policji (CBŚP).

Policjanci i celnicy namierzyli w gdańskim porcie kontener, który przypłynął z Singapuru. Z dokumentów przewozowych wynikało, że znajdują się w nim meble rattanowe, jednak funkcjonariusze podejrzewali, że zawartość kontenerów może być zupełnie inna. Jak się okazało mieli rację – wewnątrz znajdowały się pokaźne ilości nielegalnego towaru.

- Już pierwsza kontrola przy użyciu psa Służby Celnej wstępnie potwierdziła, że zawartość kontenera jest niezgodna z deklaracją. Po jego otwarciu funkcjonariusze stwierdzili, że całe wnętrze jest po brzegi wypełnione kartonami z papierosami, podróbkami znanych marek – mówi Agnieszka Hamelusz.

Ich importerem była fikcyjna polska firma z terenu województwa pomorskiego. Po sprawdzeniu pod wskazanym adresem okazało się, że taki podmiot nie istnieje. Wszystko wskazuje więc na to, że proceder był wcześniej dokładnie zaplanowany.

Jak wynika z informacji „Rzeczpospolitej” nielegalny towar przypłynął do portu w Gdańsku przed niedzielą. Funkcjonariusze jednak nie ujawniali się przez kilka dni licząc na to, że po ładunek papierosów zgłoszą się adresaci. Tak się nie stało, mimo oczekiwania, „trefnego” towaru nikt nie odebrał. - Sami się zastanawiamy dlaczego i zadajemy sobie pytanie, jak odbiorcy się zorientowali, że służby wiedzą o nielegalnym transporcie. To także wymaga wyjaśnienia – mówi nam jeden ze śledczych.

Przechwycony obecnie ładunek nielegalnych papierosów to już drugi tak duży transport w ciągu ostatnich kilku miesięcy, który ujawnili celnicy z Pomorza i policjanci CBŚP. W sierpniu tego roku wykryli rekordowy przemyt - 26 mln sztuk lewych papierosów w trzech kontenerach jakie przypłynęły na statku z Malezji. Z dokumentów wynikało, że wewnątrz znajdują się puste szklane butelki. W tym przypadku importerem była polska firma z Dolnego Śląska. W tej sprawie policjanci zatrzymali 37-letniego Marcina B., który w gdańskiej prokuraturze usłyszał zarzuty, po czym został aresztowany. Przemyt z Malezji był jednym z największych tytoniowych przemytów ujawnionych na morskiej granicy państwa.

Kto stoi za obecnie wykrytą kontrabandą – śledczy będą ustalać. Zbadają także, czy w obu przypadkach istnieją związki pomiędzy odbiorcami.