Bezpłatne szczepionki dla wszystkich biorących udział w świadczeniach zdrowotnych obiecał na początku sierpnia były już wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński. Krótko po objęciu urzędu obietnicę ponowił nowy minister zdrowia Adam Niedzielski. I na obietnicach się skończyło, bo szczepionki nie dotarły ani do przychodni, ani do szpitali.

Tylko dla etatowców

– Tymczasem to najwyższy czas na takie szczepienia. Jeśli szczepionek zabraknie dla pracowników medycznych, to problem będą mieli pacjenci, bo w przypadku ich zachorowania zamkną się przychodnie i apteki – mówi Michał Byliniak, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej, były prezydent Grupy Farmaceutycznej Unii Europejskiej (PGEU).

Podobne obawy mają lekarze, którzy niemal bez przerwy wydzwaniają do Okręgowej Izby Lekarskiej (OIL) w Warszawie z pytaniem o szczepienia.

– Niestety, możemy tylko rozłożyć ręce, bo szczepionek wciąż nie ma, a niektóre szpitale już dziś zapowiadają, że pracownicy mogą na nie liczyć dopiero od stycznia – mówi prezes izby Łukasz Jankowski.

Czytaj także:

Jedna dawka szczepionki przeciw grypie na osobę

Nic dziwnego, że medycy postanowili wziąć sprawy w swoje ręce: – Do dziś nie doczekałam się informacji o szczepieniach organizowanych w szpitalu, więc zapisałam się do kolejki w aptece – mówi Renata Florek-Szymańska z Porozumienia Chirurgów „Skalpel", chirurg naczyniowa z Lublina. Farmaceuta ostrzegł ją jednak, że może liczyć na połowę dawek zamówionych dla całej rodziny, bo leku jest tak mało, że będzie musiał go reglamentować.

A anestezjolodzy z jednego z największych szpitali klinicznych w Polsce przestali czekać na ministerialny przydział, kiedy dyrekcja ostrzegła ich, że dawek wystarczy tylko dla zatrudnionych na etacie.

– Kontraktowcy będą musieli za nie zapłacić albo szczepić się na własną rękę. I nikogo nie obchodzi, że prawie wszyscy na oddziale intensywnej terapii pracują na kontrakcie – mówi nam jeden z lekarzy.

O obiecane szczepionki nie mogą doprosić się także lekarze podstawowej opieki zdrowotnej (POZ), którzy od połowy września mają największą styczność z podejrzewanymi o zakażenie Covid-19. To bowiem oni rozpoznają objawy i kierują pacjentów na testy.

– Od czasu ministerialnej zapowiedzi nie usłyszałem już o bezpłatnych szczepionkach. W przychodniach POZ nikt nie mówi nawet o listach chętnych. Tak jakby nas to nie dotyczyło – mówi Paweł Doczekalski z OIL w Warszawie, na co dzień przyjmujący w stołecznej poradni POZ.

Nie ma umów ani procedur

Resort zdrowia tłumaczy, że Narodowy Fundusz Zdrowia podpisuje właśnie umowy z podmiotami leczniczymi na wykonanie bezpłatnego szczepienia dla personelu medycznego oraz innego uczestniczącego w udzielaniu świadczeń, a także farmaceutów i techników farmaceutycznych zatrudnionych w aptekach ogólnodostępnych i punktach aptecznych. Według informacji resortu do wtorku nie wszystkie podmioty zdążyły podpisać umowy i odesłać je do NFZ.

– Prace nad harmonogramem dostaw ruszą po zebraniu niezbędnych danych o zapotrzebowaniu – informuje Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska z Ministerstwa Zdrowia.

Nie wiadomo jednak, czy i wówczas szczepionek wystarczy dla wszystkich.

– Nie jesteśmy szczęśliwe, że szczepionek nie ma, tym bardziej że pielęgniarki od lat regularnie szczepiły się przeciwko grypie w ramach akcji w zakładach pracy. Zdajemy sobie jednak sprawę, że leku brakuje na całym świecie i resort zdrowia może rzeczywiście nie być w stanie go zdobyć – mówi Krystyna Ptok, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych (OZZPiP).

Z kolei farmaceutów niepokoi brak jasnych procedur dotyczących zgłaszania się do punktów szczepień, przedstawionych przez NFZ.

– Jedno jest pewne: czas goni i powinno się dążyć, by personel medyczny zaszczepić jak najszybciej – podsumowuje mgr Byliniak.

Marek Posobkiewicz - były główny inspektor sanitarny, lekarz chorób wewnętrznych oraz medycyny morskiej i tropikalnej

W tej chwili rozpoczyna się sezon grypowy i wirusy grypy oraz Covid-19 mogą się spotkać w organizmie, a przebieg zachorowania może być znacznie cięższy, niż gdyby wystąpiła tylko jedna z tych chorób. Jeśli człowiek ciężej przechoruje grypę, to jego organizm będzie dochodził do siebie przez wiele tygodni, a układ odpornościowy będzie osłabiony. W takim przypadku koronawirus trafi na podatny grunt. To samo działa w drugą stronę – chory na koronawirusa łatwiej się zakazi i ciężej przejdzie grypę. Dlatego tak ważne jest, by zaszczepić się tak szybko, jak to tylko możliwe. Jest to szczególnie istotne w przypadku medyków, którzy mają większą styczność z zakażonymi zarówno grypą, jak i koronawirusem. To oni powinni zostać zaszczepieni w pierwszej kolejności.