Pracownicy punktów szczepień będą traktowani jak funkcjonariusze publiczni i ze specjalną ochroną prawną – zapowiedział minister zdrowia Adam Niedzielski po tym, jak podpalono budynek sanepidu.
Szef resortu zdrowia dodał, że „każde zagrożenie, groźba czy akt agresji wobec nich” miałyby być karane ze „szczególną surowością”.
Czytaj też:
Podpalenie punktu szczepień. Premier: Zero tolerancji
Ministrowi chodziło zapewne o personel niemedyczny, ponieważ lekarze, pielęgniarki i ratownicy medyczni już dziś są objęci ochroną prawną przysługującą funkcjonariuszom publicznym, a ich znieważenie lub naruszenie ich nietykalności cielesnej to przestępstwo z art. 222 § 1 i art. 226 § 1 kodeksu karnego.
– Napaść czy znieważenie takiej osoby traktowane jest jak atak na państwo i na polskie prawo, bo funkcjonariusz publiczny wykonuje obowiązki nałożone na niego przez państwo. Sprawca może się więc spodziewać surowszej kary – tłumaczy płk Maciej Karczyński, były policjant CBŚ i były rzecznik Komendy Stołecznej Policji oraz ABW.
Szczepiący doceniają troskę ministra zdrowia, ale mają wątpliwości, czy zaostrzenie kar powstrzyma napastników.
– Lepiej mieć ochronę prawną niż nie, ale sam status nie ratuje przed agresją. Nie wiązałabym więc z tym szczególnych nadziei. Jeśli ktoś chce zrobić komuś krzywdę, to status ofiary go nie powstrzyma – mówi dr Tomasz Zieliński, wiceszef Porozumienia Zielonogórskiego, lekarz rodzinny prowadzący punkty szczepień w dwóch gminach na Lubelszczyźnie.
A eksperci z Krakowskiego Instytutu Prawa Karnego sugerują, że skuteczniejsze byłoby zapewnienie medykom rzeczywistej ochrony i policjantów czy ochroniarzy. To jednak kosztuje.
– Ochrona z prawdziwego zdarzenia, potrafiąca obezwładnić agresora, powinna pojawić się nie tylko w punktach szczepień, ale również w szpitalach, w oddziałach ratunkowych czy w izbach przyjęć, gdzie regularnie dochodzi do karczemnych awantur często zakończonych rękoczynami. Pacjenci są zdenerwowani, walczą z bólem i czasem reagują gwałtownie. Zdarzają się też osoby niepoczytalne, zagrażające sobie i innym. A ponieważ ochrona ogranicza się zwykle do emeryta, nierzadko z grupą inwalidzką, obrywa personel medyczny – mówi Filip Płużański, koordynator ds. szczepień szpitala w Łowiczu.
Matylda Kłudkowska, wiceprezes Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych, którzy również mają uprawnienia do szczepień, zauważa, że agresja wobec szczepiących zaczęła się w internecie.
– Nikt nie reagował, gdy mnie i innym medykom propagującym szczepienia grożono śmiercią. Może gdyby wtedy prokuratura reagowała, te groźby nie przeniosłyby się do świata rzeczywistego – mówi.
Opinia dla „Rzeczpospolitej”