Blisko 400 polskich sądów wszystkich szczebli czeka wkrótce kolejna reforma. Mówi się o likwidacji funkcji przewodniczących wydziałów, a tych jest średnio po kilka w każdym sądzie. Zapowiedział to w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej" Jarosław Kaczyński. Sędziowie rejonowi uważają, że to dobry pomysł.

– Bez przewodniczących sądy nie upadną, a każda para rąk do merytorycznej pracy jest potrzebna – twierdzą.

Ministerstwo Sprawiedliwości chce odzyskać nawet tysiąc pełnych etatów do sądzenia i nadrobić zaległości sprzed lat.

Dziś przewodniczący wydziału sprawuje stały nadzór nad pracą sekretariatu wydziału oraz kieruje pracą sędziów. Zdarza się, że jeden przewodniczący przypada na dwóch, trzech sędziów.

Poradzą sobie

– U nas przewodniczący nadzoruje pracę pięciu sędziów – mówi sędzia Barbara Zawisza z Sądu Rejonowego Warszawa Praga-Północ. – W sądzie funkcjonuje też wiceprezes do spraw karnych. On z powodzeniem mógłby przejąć organizację pracy mojego wydziału. Wówczas miałby do „przypilnowania" 15 sędziów – tłumaczy.

Za likwidacją funkcji przemawiać ma też fakt, że coraz więcej czynności organizacyjnych wzięły na siebie sekretariaty sądowe. Zdaniem sędziów przewodniczący mają więc coraz mniej obowiązków. Załatwiają głównie korespondencję i przygotowują statystykę dla ministerstwa.

– Przewodniczący orzeka dużo mniej niż pozostali sędziowie. Kiedyś miał do orzekania co 50. sprawę, potem co 30., a teraz co 20. – dodaje sędzia Zawisza.

Podobnego zdania jest sędzia Rafał Puchalski z Sądu Rejonowego w Jarosławiu.

– Na poziomie sądu rejonowego można sobie poradzić bez przewodniczących – uważa. – Sprawy przydzielane są według kolejności, a sędzia sam wyznacza kolejne terminy. Pracę więc da się zaplanować samemu – dodaje sędzia Puchalski.

Dużo ostrzej o funkcjonowaniu wielu przewodniczących wydziałów mówią sędziowie nieoficjalnie.

– Sądzi co 30. sprawę, która wpływa do wydziału, i wybiera sobie te najmniej skomplikowane. Wszystko po to, by jego pozycja statystyczna wyglądała dobrze i nikt nie mógł mu zarzucić lenistwa – mówi sędzia jednego z podwarszawskich sądów rejonowych.

– Zajmuje się głównie tabelkami i korespondencją – dodaje inny.

W drugiej instancji

Większość pytanych przez nas sędziów jest jednak zgodna, że w drugiej instancji przewodniczący ma co robić.

– Tam, gdzie w grę wchodzą trzyosobowe składy orzekające, funkcja przewodniczącego jest potrzebna – uważa sędzia Rafał Puchalski.

Mniejsza aktywność w orzekaniu osób funkcyjnych nie raziłaby tak ani sędziów, ani Ministerstwa Sprawiedliwości, gdyby nie coraz gorsze wyniki, jakie, mimo licznych reform, notują sądy. Niemal wszystkie wskaźniki są gorsze niż w latach poprzednich. A wśród 10 tys. sędziów orzekających aż 40 proc. jest funkcyjnych. Stąd też cięcia.

Z kolei etaty, które wygasają i nie są potrzebne w konkretnym sądzie, wędrują do sądów, które potrzebują wsparcia, zwykle tych największych.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki, a.lukaszewicz@rp.pl