Nie zdziwiłem się, gdy pojawiły się głosy krytyczne, że wyrok TK rozpala spór o granice władzy prezydenta i rolę kontrasygnaty premiera, od której zależy w wielu sprawach ważność decyzji prezydenta, choć są to raczej drobne zastrzeżenia. A to, że wniosek do TK złożyła pierwsza prezes SN Małgorzata Manowska, której status jest kwestionowany ze względu na powołanie jej przy udziale nowej Krajowej Rady Sądownictwa, jakby jej całe życie sędziowskie i sześć lat prezesury SN nie potwierdzały wyjątkowego dorobku sędziowskiego; a to że wyrok TK nie będzie opublikowany, choć TK od dawna wskazuje, że wystarczy jego ogłoszenie, jak to jest np. w sprawie o spadek czy rozwód; wreszcie, że TK rozszerza prerogatywy prezydenta, a więc jego decyzje niewymagające kontrasygnaty, czyli podpisu premiera, choć TK wyłuszczył, że to pozorne rozszerzenie.