Dyrektywa 2023/970 o jawności płac i równości wynagrodzeń jest na wielu poziomach trudna, a czasem nieczytelna. Choć, jak będę dalej dowodził, być może jest ona jasna, lecz jej zrozumienie wymaga powiązania z innymi aktami unijnymi.
Zarzut braku wykładni systemowej kieruję zresztą do samego siebie, czyniąc to na tle pracowniczego prawa do informacji o poziomie płac, o którym mowa w art. 7 ust. 1 dyrektywy. Przypomnijmy, że zgodnie z tym przepisem „pracownicy mają prawo do występowania o informacje oraz do otrzymywania na piśmie, zgodnie z ust. 2 i 4, informacji dotyczących ich indywidualnego poziomu wynagrodzenia oraz średnich poziomów wynagrodzenia, w podziale na płeć, w odniesieniu do kategorii pracowników wykonujących taką samą pracę jak oni lub pracę o takiej samej wartości jak ich praca”. Przez szereg miesięcy traktowałem ten przepis literalnie, co prowadziło do wniosku, że regulacja ta nie ma większego sensu. Przekazanie pracownikowi danych z matematycznych wyliczeń poziomu przychodów wnioskodawcy oraz mężczyzn i kobiet zakwalifikowanych do tej samej kategorii w istocie niczego nie wyjaśnia. Nadto trudno było mi zrozumieć, na czym ma polegać uprawnienie pracownika do dalszych wyjaśnień, skoro cała informacja sprowadzałaby się do liczb.