Polska lobbuje przeciw ukraińskim rolnikom

Francja poparła polskie żądania ograniczenia importu produktów rolnych z Ukrainy. Ale to za mało, żeby wprowadzić restrykcje.

Publikacja: 20.03.2024 03:00

Parlament Europejski przegłosował klauzule bezpieczeństwa dla ukraińskich zbóż i miodu

Parlament Europejski przegłosował klauzule bezpieczeństwa dla ukraińskich zbóż i miodu

Foto: Bloomberg

Unijne instytucje i państwa członkowskie negocjują zasady dostępu ukraińskich produktów rolnych do rynku UE. Komisja Europejska zaproponowała pod koniec stycznia przedłużenie obecnie obowiązującej liberalizacji, ale dołożyła klauzule bezpieczeństwa dla jaj, drobiu i cukru.

Propozycja wymaga zgody większości państw UE – ta została wcześniej wyrażona mimo sprzeciwu Polski i kilku innych państw – ale także zgody Parlamentu Europejskiego. Tymczasem instytucja ta przegłosowała w swoim stanowisku poprawkę zaproponowaną przez Andrzeja Halickiego, eurodeputowanego PO, który zaproponował klauzule bezpieczeństwa dla dodatkowych produktów – zbóż i miodu – oraz wydłużenie okresu referencyjnego o rok.

Rozmowy w Berlinie

W poniedziałek wieczorem Polska, bezskutecznie, próbowała zmienić mandat negocjacyjny unijnej Rady zgodnie ze stanowiskiem PE i tym samym zwiększyć zakres restrykcji wobec Ukrainy, wykorzystując do tego woltę Francji.

– Francja zmieniła swoje stanowisko w sprawie długości okresu referencyjnego pod wpływem Tuska – mówi nam nieoficjalnie dyplomata jednego z państw UE. Ale to okazało się niewystarczające. Z informacji innego z dyplomatów zarysował się następujący podział głosów w Radzie. Polska, ze wsparciem Węgier, Bułgarii, Rumunii i Słowacji, poparła stanowisko PE, czyli dołożenie ograniczeń dla niektórych zbóż i miodu oraz wydłużenie okresu referencyjnego o rok: zamiast 2022–2023 miałoby być 2021–2023. To skutkowałoby niższymi kwotami.

Po spotkaniu Donalda Tuska w ubiegły piątek w Berlinie z Emmanuelem Macronem i Olafem Scholzem francuski przywódca polecił swoim urzędnikom zmianę stanowiska Francji i w czasie dyskusji w poniedziałek w zasadzie poparła ona grupę z udziałem Polski. Po drugiej stronie usytuował się obóz, do którego należą: Niemcy, Holandia, Luksemburg, Portugalia, Szwecja, Finlandia, Estonia, Litwa, Łotwa i Czechy. Podkreśliły one potrzebę konsekwentnego wspierania Ukrainy i respektowania wcześniejszego stanowiska Rady. Wskazały, że mogą zgodzić się wykazać jedynie ograniczoną elastyczność w odniesieniu do minimalnego rozszerzenia zakresu produktów i możliwego terminu wprowadzenia kwot. – Takie kraje, jak Niemcy, Holandia, Finlandia i Szwecja, argumentowały, że nie powinniśmy jedną ręką dawać Ukrainie pieniędzy, a drugą ich zabierać – mówi inny z naszych rozmówców. Pomiędzy tymi dwoma obozami były Austria, Hiszpania i Włochy, które zadeklarowały możliwą elastyczność w celu osiągnięcia porozumienia operacyjnego z PE. Negocjacje między Radą, PE i KE miały trwać we wtorek wieczorem.

Efekt protestów rolników

Komisja Europejska zaproponowała 31 stycznia przedłużenie mechanizmu ATM (ang. Autonomous Trade Measures) gwarantującego bezcłowy dostęp ukraińskich produktów rolnych do unijnego rynku, o kolejny rok, czyli do czerwca 2025 r. Został on wprowadzony po raz pierwszy w czerwcu 2022 r. w odpowiedzi na agresję Rosji na Ukrainę i z chęci pomocy ukraińskiemu rolnictwu odciętemu od części rynków zbytu przez blokadę Morza Czarnego. Mechanizm został przedłużony na kolejny rok w 2023 r. i teraz przyszedł czas na decyzję, co dalej od czerwca 2024 r.

Wiadomo było, że sama Komisja Europejska, ale i większość państw członkowskich, była za jego przedłużeniem. Jednak kilka państw granicznych, w tym przede wszystkim Polska, skarżyło się na nadmierny napływ ukraińskich produktów skutkujący niższymi cenami dla rodzimego rolnictwa. Nie wszystko potwierdzają liczby, nie jest też jasne, do jakiego stopnia problemy są efektem importu ukraińskiego, a do jakiego – importu z innych państw.

Lobbing Polski przyniósł jednak efekt i KE zdecydowała się na wprowadzenie dwóch rodzajów klauzuli bezpieczeństwa. Po pierwsze, jeśli państwo członkowskie poinformuje, że dany produkt zakłóca jego rynek, to KE zdecyduje o chwilowym zawieszeniu swobodnego dostępu tego produktu na okres czterech miesięcy, w którym to czasie będzie analizowała sytuację i zbierała dane. Po drugie, to było znacznie trudniejsze do uzyskania, dla trzech produktów – cukru, drobiu i jaj – wprowadzony został hamulec bezpieczeństwa. Czyli automatycznie po przekroczeniu określonego poziomu eksportu nadwyżka będzie clona, tak jak wynika to z normalnych zasad WTO. Komisja poinformowała, że te limity są ustalone na średnim poziomie importu z Ukrainy w latach 2022–2023.

Polska propozycja zwiększenia restrykcji dla Ukrainy to oczywiście efekt protestów rolników. Z tego samego powodu premier Donald Tusk zapowiedział, że będzie zabiegał o sankcje na rosyjskie produkty rolne. Według dziennika „Financial Times” jeszcze w tym tygodniu Komisja Europejska ma wyjść naprzeciw oczekiwaniom Polski, ale w tym wypadku również państw bałtyckich, i zaproponować cła w wysokości 95 euro za tonę na zboża z Rosji i Białorusi. Spowodowałoby to wzrost cen o co najmniej 50 proc., eliminując popyt. Taryfy w wysokości 50 proc. zostałyby również nałożone na nasiona oleiste i produkty pochodne.

Rolnictwo
Polska wspomaga wojenną kasę Rosji importując nawozy. Najwięcej w UE
Rolnictwo
Węgry ograniczą import produktów rolnych z Ukrainy. Rosja zadowolona
Rolnictwo
Największy producent wina Rosji w mackach Kremla. Parodia w sądzie
Rolnictwo
Przybywa zboża z Rosji w Europie. Dojrzewa pomysł na cła
Materiał Promocyjny
Jak kupić oszczędnościowe obligacje skarbowe? Sposobów jest kilka
Rolnictwo
Putin zawłaszcza jeden z największych agroholdingów w Rosji. To biznes z USA