Czy biała księga PiS to pozbawione znaczenia wymysły opozycji? Czy po raporcie Jerzego Millera posypią się dymisje członków gabinetu Donalda Tuska - nie ustają spekulacje związane z kontrowersjami wokół dwóch raportów. W tygodniku "Uważam Rze" czytamy:
Tego, że komisja pod przewodnictwem szefa MSWiA zakończyła swoje prace, dowiedzieliśmy się w poniedziałek, kilka godzin po tym, gdy okazało się, że Antoni Macierewicz na czwartek planuje przedstawienie dotychczasowych ustaleń parlamentarnego zespołu badającego okoliczności katastrofy smoleńskiej.
Jak wynika z naszych informacji, Jerzy Miller i niektórzy eksperci jego komisji nie chcieli jeszcze kończyć prac. Minister miał odmawiać złożenia podpisu pod czymś, czemu brakuje umocowania w dowodach. I nie chodzi tylko o niezwrócenie przez Rosjan wraku tupolewa, ale przede wszystkim o nieprzekazanie stronie polskiej mnóstwa dokumentów, bez których weryfikacja części okoliczności tragedii jest po prostu niemożliwa.
Ale zaraz po publikacji białej księgi PiS rozpoczęto nagonkę na jej twórców.
Polityków można zrozumieć – Antoni Macierewicz jest dla wszystkich innych partii wrogiem publicznym numer 3 (zaraz po Kaczyńskim i Ziobrze). Komentarze parlamentarzystów skupiły się więc na jego osobie. Od Stefana Niesiołowskiego usłyszeliśmy, że „Biała księga” to „brednie” i „wymysły człowieka chorego z nienawiści”, Paweł Olszewski odsyłał Macierewicza i Kaczyńskiego do psychiatry i stwierdził, że ich konferencja jest „zawracaniem ludziom głowy na wakacjach”. Szef klubu PSL Stanisław Żelichowski mówił o chocholim tańcu na trupach (dla porównania dziennik „Izwiestija” napisał o „tańcu na grobach”), a Wacław Martyniuk z SLD o braku dostępu Macierewicza do dowodów. Wszyscy jak jeden mąż deklarowali, że z „Białą księgą” nie zamierzają się zapoznawać.
Raport komisji Jerzego Millera i biała księga PiS - czy rządowym specjalistom od PR uda się to pogodzić?
Dla Donalda Tuska i jego współpracowników te dni są czasem wytężonego myślenia, jak pogodzić to, co już napisała komisja, z tym, co o odpowiedzialności Rosjan i polskich władz mówił Antoni Macierewicz. Można zrobić tylko jedno – dobrze raport „omówić”. Nie powinno więc dziwić, jeśli wersja komisji Jerzego Millera będzie przedstawiona jako „złoty środek”, coś zdrowszego i bardziej obiektywnego od „skrajnych” dokumentów przedstawionych przez MAK i Antoniego Macierewicza - czytamy w "Uważam Rze".