Reklama

Dariusz Rosiak: Polacy przeżyli germanifikację, przeżyją i feminizację

Publicysta "Rz" zauważa, że feminizm, jak każda ideologia, musi walczyć z wrogiem. Najatrakcyjniejszym polem bitwy jest język, który pełen jest paradoksów. A te znaczą "dla feministów i feministek bardzo wiele"

Publikacja: 17.03.2012 12:48

Dariusz Rosiak: Polacy przeżyli germanifikację, przeżyją i feminizację

Foto: W Sieci Opinii

W "Plusie Minusie" Dariusz Rosiak pisze:

W feminizmie dyskryminacja jest podstawową kategorią określającą relacje międzyludzkie. Albo dyskryminujesz, wtedy jesteś mężczyzną, albo jesteś dyskryminowana, wtedy jesteś kobietą.

Jak czytamy dalej, zdaniem Rosiaka:

Język polski potrafi zaabsorbować bez specjalnego problemu niektóre formy feminizujące słowa rodzaju męskiego, pod warunkiem że nie burzy to podstawowych zasad fonetyki (nie ma problemu z „autorką”, ale „pediatrka” jest nie do wymówienia), albo nie budzi osłupienia („dozorczyni” – OK, „gościni” - przepraszam, co?)

Lecz – jak podkreśla – naturalne rozróżnienia (np. autorytet od "autorytetki") nie pasują do realizacji celu, który za zaostrzającą się walką stoi:

Reklama
Reklama

Jedynym sposobem, by język rozwijał się w myśl założeń politycznych, pozostaje poddanie go opresji politycznej, co zresztą już w Polsce próbowano z mizernym skutkiem. Czasy jednak się zmieniają, ludzie też, więc kto wie? Skutecznym sposobem osiągnięcia przez feminizm realnej zmiany byłoby nakazanie Polakom zmiany zachowań językowych pod sankcją karną, której wprowadzenie w ramach ustawodawstwa unijnego wcale nie musi być mrzonką.

Polacy przeżyli germanizację, rusyfikację, komunistyczną nowomowę, każda z tych plag zostawiła w polszczyźnie ślady. Ciekawe, jak poradzilibyśmy sobie z wymuszoną przez Unię Europejską feminizacją języka?

Rosiak podkreśla:

Celem ma być totalna dekonstrukcja języka używanego przez większość Polaków.

Jak tego dokonać? Wystarczy, opierając się na teorii feministycznej, wskazać możliwie najwięcej przykładów „seksistowskiego” charakteru języka polskiego, szukać językowych paradoksów, odkrywać kolejne sfery, w których daje się zauważyć dyskryminację kobiet, piętnować winnych i rezygnować z jakichkolwiek kompromisów. Feminizm, jak każda inna zamknięta ideologia, tłumaczy świat w sposób kompletny i pozbawiony luk. Wystarczy zaakceptować jego założenia i nauczyć się sprawnie poruszać w obrębie ustalonego przez teorię paradygmatu, by poradzić sobie z odpowiedzią na każde możliwe pytanie.

Ale wchodząc w ten złożony temat, można niuansów nie wychwycić:

Reklama
Reklama

Proszę zwrócić uwagę na pogardę, z jaką potraktowana została przez niektóre swoje siostry minister Mucha, gdy w odruchu rozpaczy postanowiła się chwycić feminizmu jak tonący brzytwy i kazała mówić do siebie „ministra”. Pani Mucha popsuła feministom i feministkom spektakl, traktując – w swojej bezradności – poważnie postulat używania dziwoląga językowego. Nie zrozumiała, że to wszystko gra, w której nie chodzi o nic więcej poza tym, by ciągle w nią grać.

Takie mamy czasy, że popisy gimnastyczne uchodzą za politykę, a gra w język jak najbardziej do takiego substytutu polityki pasuje.

Publicystyka
Estera Flieger: Wagary od płynnej nowoczesności
Publicystyka
Jacek Czaputowicz: Małe exposé prezydenta Nawrockiego
Publicystyka
Zuzanna Dąbrowska: Edukacja zdrowotna bez seksu i bez sensu
Publicystyka
Marek A. Cichocki: Niemcy w sprawie Grenlandii rozgrywają własne interesy kosztem Polski
Publicystyka
Port Haller, czyli czego Jarosław Kaczyński nie wie o Królewcu, portach i Polsce
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama