Kiedy dowiedzieliśmy się o organizowaniu marszu, MSW Rosji było przeciwne. Jednak leżało to w gestii polskich władz. (…) Organizatorzy marszu powinni byli wcześniej pomyśleć o konsekwencjach. Są niegłupimi ludźmi i na taką akcję zdecydowali się z jakichś własnych pobudek.

W wywiadzie dla gazety "Sowietskij Sport", jak donosi korespondent PAP w Moskwie, pułkownik ujawnił też, że Rosyjski Związek Piłki Nożnej (RFS) i Wszechrosyjski Związek Kibiców (WOB) nie odpowiedziały na prośby rosyjskiej policji o udostępnienie jej list fanów, którzy za ich pośrednictwem nabyli bilety na mecze Euro.

Abraszow wyjaśnia, że wówczas:

Zweryfikowalibyśmy listy w naszych bazach i wydalibyśmy opinię, iż wyjazd tego czy innego obywatela, który pokazał się w Rosji z nie najlepszej strony, jest niepożądany.

Pułkownik potwierdza, że wśród rosyjskich fanów byli prowokatorzy, którzy dążyli do bójek. Zaznacza, że chuligani z obu stron ponoszą taką samą odpowiedzialność:

Do takich incydentów dochodzi w wyniku wzajemnego porozumienia.

Rosyjski policjant zauważył, że "gdy marsz już zapowiedziano, żadne zakazy nic by nie dały". Abraszow ocenił, że działania polskiej policji były wystarczające:

Co więcej - uważam je za absolutnie bezstronne. Polskich kibiców zatrzymano o wiele więcej, a środki wobec nich zastosowano o wiele twardsze (…) Nie sądzę, by sytuacja w stolicy Polski w czasie meczu Grecja - Rosja była trudniejsza o tej w Moskwie przy okazji spotkania Spartak - CSKA lub tej w Petersburgu na meczu Zenit - Spartak. Polska policja pracuje mądrze. Podgrzewanie sytuacji przez media rzutuje negatywnie.

Jeśli rosyjskie MSW było przeciwne, to dlaczego polskie nie było? Dlaczego przeważyła opcja prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, która zapowiadała:

Zrobimy wszystko, aby ułatwić Rosjanom przemarsz.