Żakowski analizuje stosunki między PO a PiS
Powiało grozą. PiS wyprzedził PO. Następne sondaże pewnie ten szok osłabią, ale bariera psychologiczna pękła. (...) PO i PiS są sobie wrogie jak nigdy. Ale PO-PiS odrasta na stykach i marginesach. Tylko patrzeć, jak w tej okolicy pojawią się Kazimierz Marcinkiewicz, który nie wychodzi ze studia TVN 24 i Jan Maria Rokita, który chwilowo chyba nie wychodzi z domu. A z nimi pójdzie wpływowe, m.in. w Warszawie, skrzydło PO wyrosłe z UPR Janusza Korwin-Mikkego, bliscy mu balcerowiczowscy libertarianie z Fundacji Obywatelskiego Rozwoju, koledzy Zbigniewa Ziobry, prof. Blikle i inni liderzy Centrum Adama Smitha, a nawet Andrzej Czuma wraz z przyległościami.
Według Żakowskiego scenariusz ten wydaje się możliwy:
Na pierwszy rzut oka taka koalicja wydaje się dziś egzotyczna. Ale ideowo jest dużo bardziej spójna niż którakolwiek z obecnych partii parlamentarnych.
I krytykuje działanie partii rządzącej:
W Polsce uparte milczenie władzy sprawia, że debaty reżyseruje opozycja. To spycha rząd do trudnej defensywy i wróży mu porażkę. Ale przede wszystkim, mając silny partyjny stempel, taka debata nie może budować konsensów koniecznych, byśmy w kluczowych sprawach mieli trwałe polityki. A w sprawach poważnych tylko trwała polityka ma sens.
Publicysta oczekuje od Donalda Tuska konkretnych działań:
Dlatego od najbliższego exposé premiera oczekuję, że (...) powie nie tylko, co zrobi, jak, kiedy i za ile, ale też dlaczego i do jakiego obrazka to wszystko ma pasować. Tusk nie jest już tak potężny jak kiedyś, ale wciąż ma moc definiowania debaty. Im mocniej, bardziej otwarcie i szerzej jej teraz użyje, tym większa szansa, że obroni nie tylko europejską treść swojej polityki, ale też Platformę i siebie.