Reklama

Bogusław Chrabota podsumowuje politycznie rok 2014

Czy państwo polskie istnieje tylko w teorii? To niewątpliwie najważniejsze pytanie minionego roku, zwłaszcza że taką tezę poufnie kolportował minister spraw wewnętrznych. Jak wiemy, ministrem być już przestał, co jednak nie umniejsza ani wagi pytania, ani potrzeby sformułowania na nie odpowiedzi.

Publikacja: 03.01.2015 07:31

Bogusław Chrabota

Bogusław Chrabota

Foto: Rzeczpospolita

Piszący te słowa należy do ludzi, którzy nie boją się wyjść na ulicę, korzystają czasem z transportu publicznego, a nawet odwiedzają polskie ambasady na świecie. Z pobieżnych obserwacji wynika, że państwo jednak istnieje, i to całkiem nieźle, a nawet za dobrze, jeśliby popatrzeć na nie od strony rzeszy podopiecznych wspomnianego byłego już ministra.

A jednak trudno się uwolnić od myśli, że Bartłomiej Sienkiewicz nie formułował swojej tezy wyłącznie na przekór czy na złość rzeczywistości. W istocie coś musi być nie tak, coś musi zgrzytać w państwowej maszynie, skoro nasuwa się wątpliwość, skoro dostrzegamy jakieś vacuum, a instytucja państwa zdaje się tracić konieczny do trwania ciężar.

Co miał na myśli Bartłomiej Sienkiewicz? Czyżby miał być najlepszym sojusznikiem szefa Prawa i Sprawiedliwości, który konsekwentnie odmawia państwu rządzonemu przez Platformę Obywatelską dostatecznej legitymacji? Nie sądzę, by takie były jego intencje. Myślę, że metafora o nieistniejącym państwie wolna była od bieżących odniesień politycznych i sięgała dużo głębiej w istotę rzeczy, choć per saldo brzmiała zgodnie z diagnozą Jarosława Kaczyńskiego.

Sienkiewiczowi chodziło o Polskę totalnych deficytów. O Polskę, którą można opisać przez elementarną nieskuteczność reformowania państwa

Sienkiewiczowi chodziło o Polskę totalnych deficytów. O Polskę, którą można opisać przez elementarną nieskuteczność reformowania państwa, przez rodzaj bezruchu, bezwładu instytucji publicznych, który wyzwala wszelkie możliwe patologie. Niereformowalni urzędnicy. Banalna i skretyniała klasa polityczna. Nieruchawa i przekupna policja. Zorientowani wyłącznie na interes korporacyjny sędziowie i prokuratorzy. Rozwydrzone związki zawodowe. Nienaruszalne grupy interesów: nauczyciele, działkowcy, górnicy. Deficyt za deficytem. A wszystko w kontekście wyzwań, które stoją przed krajem, każdym krajem, dla nas w pierwszej kolejności krajem ojczystym – Polską.

Reklama
Reklama

Jak ją zmieniać? Jak podejmować wyzwania na miarę tych, przed którymi stoi współczesny świat? Jak budować Polskę na miarę naszych ambicji? Czy to niemożliwe? Zdaniem Sienkiewicza absolutnie niemożliwe i stąd gorzka konstatacja, że „państwo polskie istnieje tylko teoretycznie". Precyzyjniej należało powiedzieć: „tylko teoretycznie państwo polskie jest gotowe do podejmowania wyzwań przyszłości".

Kiedyś przecież już tak było. Za czasów I Rzeczypospolitej państwowość jednocześnie istniała i zarazem konsekwentnie zmierzała ku krawędzi przepaści – przypomni Sienkiewicz, pilny czytelnik „Fantomowego ciała króla" Jana Sowy. Czyżby miało się to powtórzyć? Czyżby miało dojść do historycznej analogii?

Przypomniałem sobie te słowa przy okazji świętowania 25-lecia planu Balcerowicza. Z dzisiejszej perspektywy Polski rządzonej do bardzo niedawna przez Donalda Tuska, który przez siedem lat nie umiał bądź nie chciał poradzić sobie z żadną grupą interesów, tempo i konsekwencja tamtych zmian były niewyobrażalne. Projekt reorganizacji państwa przygotowano w kilka tygodni, w życie wprowadzono w ciągu kilku dni, a po kilku miesiącach zaczął przynosić efekty. Recesja skończyła się po dwóch latach, a po pięciu państwo było przebudowane. A więc może się da? Z pewnością kiedyś dało.

Dlaczego dziś się nie daje? To pytanie zostawiam nie tylko ekspertom, takim jak Bartłomiej Sienkiewicz. Nie tylko macherom od polityki, takim jak Tusk, Schetyna, Kaczyński czy Ewa Kopacz, ale nam wszystkim, z czytelnikami „Rzeczpospolitej" na czele. Dlaczego to co niezbędne jest nie do zrobienia? Gdzie tkwi istotna blokada i co musi się zmienić, by można było ją usunąć?

Czy muszą się pojawić w polityce całkiem nowi ludzie o otwartych głowach? To za mało. Jeden z nich, autor cytowanych słów, szybko wylądował (skądinąd w sensie politycznym absolutnie zasłużenie) na bocznym torze. Aktualna opozycja u władzy? Też nie o to chodzi. Trudno mi sobie wyobrazić, że formacja z Antonim Macierewiczem u sterów byłaby w stanie zostawić po sobie coś jakościowo innego od spalonej ziemi. A więc może nowe otwarcie? Jakieś dramatyczne kryterium porównywalne z końcem I Rzeczypospolitej lub obaleniem komunizmu?

Co to może być? Nie wiem. I z takim pytaniem zostawiam czytelników „Plusa" w ten nowy rok.

Publicystyka
Marek A. Cichocki: Niemcy w sprawie Grenlandii rozgrywają własne interesy kosztem Polski
Publicystyka
Port Haller, czyli czego Jarosław Kaczyński nie wie o Królewcu, portach i Polsce
Publicystyka
Janusz Lewandowski: Nowy rozdział dziejów polskiej głupoty
Publicystyka
Piotr Madajczyk: Wysiedlenia znów rozpalają emocje. Niemiecko-polski powrót do przeszłości
Publicystyka
Jan Zielonka: Z kim trzyma Donald Trump? Czy jest w cichym sojuszu z Rosją Putina?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama