Wojna polsko-ukraińska już wybuchła. Prezydent Karol Nawrocki z imponującym sztandarem narodowym obwieszonym hasłami o honorze Polaków ruszył na hulajnodze (pewnie pożyczonej od Sławomira Mentzena, bo do „kasztanki” nie dorósł), ale sprytny Zełenski wlazł na czołg i oddał salwę. Nie z armaty, lecz z orderów, które ukraińscy prominenci otrzymali niegdyś od państwa polskiego. Takie symboliczne wojenki bywają potrzebne narodom podnoszącym się z upadku. Ukraińcy po uzyskaniu niepodległości przeprowadzili „lieninopad”, czyli obalanie pomników uważanych za symbole sowieckiej podległości.
Czytaj więcej
Mleko się rozlało. Prezydent Wołodymyr Zełenski nadał jednostce wojskowej imię „bohaterów UPA” i tego nie da się wykreślić z pamięci, nawet gdyby z...
Myśmy nie stawiali w Zachodniej Ukrainie monumentów księcia Jaremy ani ministra Pierackiego, więc „ordienopad” ma przebieg łagodniejszy i obie strony ośmieszyły się umiarkowanie. Jak słusznie napisał w tym miejscu Jacek Czaputowicz, były minister SZ: „Najwyższe odznaczenie państwowe, jakim jest Order Orła Białego, nie powinno stawać się instrumentem bieżącej gry politycznej. Kiedy tak się dzieje, order traci część swojej powagi, a państwo samo osłabia znaczenie własnych symboli.” Ale przynajmniej nie tylko zachód Ukrainy wie, co to był Wołyń i jak spłynął krwią. Może by kogoś z tej okazji odznaczyć?
Polacy traktowali Ukrainę jak swoją kolonię
Polacy nigdy nie traktowali Ukraińców jako równych. „Unia Hadziacka” została zawarta w czasach naszego upadku i nie weszła w życie. O „Unii Brzeskiej” lepiej nie wspominać, bo przedwojenna polska policja paliła cerkwie greckokatolickie w niepokornych wsiach. Pamiętajmy, że Litwa przez kilka lat po odzyskaniu niepodległości przeżywała okres niechęci do Polski i niemądrych szykan przeciwko miejscowym Polakom, jakby się bała nowego Żeligowskiego. Równość narodów? Przecież Ukraina – zwłaszcza zachodnia – była naszą kolonią.
Dzisiejsi Ukraińcy dobrze wiedzą, jak boli to spojrzenie z wysoka i pojmują, że za każdą polską pomoc trzeba dziękować dwukrotnie. Ale przecież nasz prezydent – choć dyplomatycznie poległ – odniósł „moralne zwycięstwo”, nie inaczej niż Zełenski, któremu też wzrosły słupki poparcia.
Jednak niech nikt się nie cieszy: na ukończoną niedawno konferencję w sprawie odbudowy Ukrainy Urszula von der Leyen przywiozła pierwszą ratę: 90 mld euro pożyczki. Najlepiej wydawać cudze pieniądze. Ale gdy skończy się wojna, setki tysięcy sfrustrowanych mężczyzn, których jedyną umiejętnością jest krwawa walka, zaleją Ukrainę. Przyjdą także i do nas. Nie mówili o tym w Gdańsku rozradowani biznesiarze, chociaż odbudowująca się Ukraina będzie raczej dzikim zachodem niż ziemią obiecaną.