Gdzie dziś znajduje się kapsuła kosmiczna, która bezpiecznie wyniosła na orbitę Księżyca czworo astronautów i równie niezawodnie wodowała wraz z nimi na Pacyfiku w pobliżu San Diego? Jeszcze dziesięć dni temu świat szalał z radości, gdy amerykańsko-kanadyjska załoga opuszczała chybocącą się tratwę, by przesiąść się na bardziej niezawodny środek transportu. Chociaż przez jeden dzień nie myśleliśmy o cieśninie Ormuz, pisowskich kłótniach, o południowym Libanie i jutrzejszych cenach; nawet prezydent Nawrocki wydawał się trochę sympatyczniejszy.

Koszt misji Artemis to tylko ułamek środków codziennie marnowanych w kraterach daremnych bombardowań

Cóż dopiero niezawodny w takich wypadkach nadprezydent Trump nie powitał wysiadającego z kapsuły Kanadyjczyka, jako skruszonego syna marnotrawnego, bo jego ojczyzna ma wkrótce ulec aneksji jako 51. stan USA, nie wspomniał nawet, że San Diego leży niebezpiecznie blisko granicy meksykańskiej i powracającą z kosmosu załogę powinni powitać agenci przesławnego ICE i zaprowadzić porządek metodami znanymi choćby z Minneapolis.

Czytaj więcej

Start księżycowej misji. Tym razem chodzi o miliardy, a nie wbicie flagi

To święta prawda, że w noc bożonarodzeniową nawet najgłupsze zwierzęta mówią ludzkim głosem, ale niestety tracą tę umiejętność wraz z nadejściem świtu, pewnie z odrazy do człowieka. Czy jednak nie potrafilibyśmy dołożyć starań, by to spełnione na chwilę marzenie utrzymać dłużej? Przecież koszt misji Artemis to tylko ułamek środków codziennie marnowanych w kraterach daremnych bombardowań. Czy jesteśmy aż tak źli, że wolimy zabijać się nawzajem, niż wspólnie celebrować wielkość ludzkiego geniuszu? No i wreszcie, gdzie jest dobry Bóg – jeśli w ogóle jakiś jest – że ceni wyżej wolność reprezentantów zła od wolności ich ofiar? Gdyby było inaczej, zatrzymałby czołgi na Ukrainie, rakiety nad Libanem i zniszczył broń w kieszeniach umundurowanych bandytów.

Świat nie daje się wytrącić ze swych upiornych kolei

Czy pionierski lot braci Wright miał wpływ na niewiele późniejszy wybuch I wojny światowej? Jeśli tak, to postęp lotnictwa uczynił ją jeszcze okrutniejszą. Podobnie jak nie miało wpływu na zbliżającą się wojnę świętowane przez cały świat zdobycie bieguna południowego przez Roalda Amundsena. Czy pionierski lot przez Atlantyk Charlesa Lindberga miał jakikolwiek wpływ na nabrzmiewającą już II wojnę? Pokazał tylko światu, że amerykański bohater jest zwolennikiem hitlerowców, których w ówczesnych Stanach nie brakło. Tak, świat nie daje się wytrącić ze swych upiornych kolein… Tylko – jak kiedyś tu napisałem – czerwona czapeczka z amerykańskich piór wciąż leży u stóp swego chochoła.