„Najpierw ogłosili, że von der Leyen przywiozła 10 mld euro pomocy. Teraz Tusk mówi, że 'do Polski trafi 5 mld'. Okazuje się, że kłamie, bo nic do nas nie 'trafi', tylko KE łaskawie pozwoliła na przesunięcia w ramach należnego Polsce Funduszu Spójności” - pisze na X w charakterystycznym dla nie agresywnym tonie Piotr Gliński, który najwyraźniej wciąż nie może pogodzić się z utratą władzy.
Donald Tusk o pomocy KE w związku z powodzią: Te pieniądze już były w naszym portfelu
Zarzut kłamstwa nie jest na miejscu, bo inaczej, niż von der Leyen, premier Tusk od razu zastrzegł, że nie chodzi o środki nowe. - Teoretycznie te pieniądze były już w naszym portfelu. 5 mld euro. Ale nie zdołalibyśmy ich wydać, z różnych powodów - powiedział szef rządu.
Unia nowych pieniędzy uruchomić nie może, bo inaczej, niż rządy narodowe, nie ma możliwości zadłużania się. Działa więc w ramach z góry ustalonych limitów finansowych.
Czytaj więcej
Donald Tusk w czasie sztabu kryzysowego w Nowej Soli wskazał kto zajmie stanowisko pełnomocnika ds. odbudowy kraju po powodzi. Nowy pełnomocnik będ...
Pomoc KE po powodzi: Jak Ursula von der Leyen wyszła naprzeciw polskim oczekiwaniom?
5 mld euro, jakie „przywiozła” von der Leyen, były więc już wcześniej przyznane Polsce. Mimo wszystko Niemka wyszła naprzeciw polskim oczekiwaniom.
Inicjatywa Ursuli von der Leyen oddala ryzyko niewykorzystania części pieniędzy z powodu opóźnień w ich wykorzystaniu
Po pierwsze środki zostaną wypłacone z góry, a nie w formie zwrotu za poniesione koszty. Po wtóre: pozwolą na pełny zwrot poniesionych wydatków, bez zwyczajowego, 15-procentowego udziału beneficjentów. Po trzecie: nie muszą być związane z normalnymi celami Funduszu Spójności, jak rozwój infrastruktury transportowej czy energetycznej. Tu mogą zostać przeznaczone na odbudowę zniszczeń po powodzi.
Wreszcie inicjatywa von der Leyen oddala ryzyko niewykorzystania części pieniędzy z powodu opóźnień w ich wykorzystaniu, co jest efektem wieloletnich sporów między PiS a Brukselą.