W jego przeknaniu myślenie narodów środkowoeuropejskich obracało się ku historii, która dawno już powinna być przepracowana. Ku historii, która nie jest w ogóle przedmiotem zajmującym zachodnieuropejską opinię publiczną.

Tłumaczyłem mojemu przyjacielowi, że Europa Środkowa dopiero teraz obudziła się z bardzo długiego snu. Te dyskusje, które na Zachodzie mogły być przeprowadzone, przepracowane i przechorowane, tutaj nigdy nie mogły wypłynąć na światło dzienne. Byliśmy jakby pod wodą. Dyskurs oficjalny to było jedno, a przekazywana w domu pamięć historyczna drugie.

Powiedziałem mojemu przyjacielowi, że u nas jest tak jakby przełom lat czterdziestych i pięćdziesiątych. Przez cały okres komunistyczny w Polsce nie mogła się toczyć wolna debata na temat tych wielkich dziejowych wydarzeń, które dotknęły nasz naród. To samo w innych państwach po tej stronie żelaznej kurtyny.

Po odzyskaniu niepodległości również dominowała jedna wizja rzeczywistości dopuszczona przez postkomunistyczny mainstream ufundowany na kompromisie pomiędzy dawnymi aparatczykami a liberalnym skrzydłem opozycji. Depozytariuszem tej narracji była Gazeta Wyborcza.

Wbrew temu, co ogłaszają niektóre media i „autorytety“ III RP, to nie koniec pluralizmu, tylko jego początek. To właśnie do tej pory była tylko jedna narracja. Teraz mamy ich wreszcie kilka.

Symbolicznym przełomem pokazującym, że zaczyna się coś nowego, było to, że marszałkiem seniorem sejmu VIII kadencji został Kornel Morawiecki. Po czasie, ale sprawiedliwość została w ten sposób oddana.

Innymi symbolami – tym razem początku odbrązawiania III RP – są dwa ostatnie wydarzenia. Propozycja odebrania orderu Grossowi i dokumenty z szafy Kiszczaka, potwierdzające, że Wałęsa to Bolek. To, co było nazywane teorią spiskową, okazało się prawdą. Ci, którzy działali przeciwko dobremu imieniu Polski, nie będą już nagradzani.