Za każdym razem sztaby wyborcze przeciągają dyskusję i stawiają coraz trudniejsze warunki konkurentom. A wszystko po to, by maksymalnie podgrzać atmosferę i pobudzić zainteresowanie opinii publicznej.
Podobnie dziś politycy opozycji stawiają rządowi zaporowe żądania, politycy PiS zaś odpowiadają, że nie zgodzą się na żaden dyktat i gotowi są rozmawiać o kompromisie wyłącznie bez warunków wstępnych. Choć tym razem temperatury sporu wcale nie trzeba podgrzewać. Jest już wystarczająco wysoka.
Obecna sytuacja różni się od przedwyborczej także tym, że jej rozwiązanie nie wiąże się z żadną konkretną datą. Spór może nie mieć końca, co czyni go tym szkodliwszym dla Polski. Im więcej mija czasu, im więcej z obu stron pada ostrych słów, tym trudniej będzie później o kompromis i porozumienie.
Najwyraźniej obie strony bardziej są zainteresowane własnym interesem niż załagodzeniem konfliktu. Dla opozycji wojna o Trybunał jest niezwykle wygodna, bo jej stanowisko wspierają nie tylko opinie większości polskich prawników, ale również organizacje międzynarodowe: Komisja Wenecka i Komisja Europejska, a nawet przedstawiciele administracji USA. Im ten nacisk silniejszy, tym dla opozycji lepiej – zgodnie z zasadą, że w im gorszej sytuacji są rządzący, tym lepiej dla ich przeciwników.
Również rządzącym trudno byłoby się zgodzić na kompromis, bo oznaczałoby to, że PiS musi wykonać jakiś krok wstecz. Dotychczas partia Jarosława Kaczyńskiego była twarda, więc ustępując dziś, okazałaby poważną słabość, co bez wątpienia wykorzystałaby opozycja.