Minęło ponad 100 dni od katastrofy ekologicznej w Odrze i przyszła pora na pierwsze podsumowania. Instytucje od pierwszych dni katastrofy zaczęły szczegółowo komunikować społeczeństwu o przyczynach i następstwach tych zdarzeń. Firmy odpowiedzialne za zanieczyszczenia we współpracy z instytucjami państwa oraz jego funduszami, jednostkami naukowymi zaczęły tworzyć pierwsze rozwiązania w celu odsalania wód w górnym i środkowym odcinku Odry, aby ograniczyć ryzyko toksycznych zakwitów glonów w kolejnych latach. Zarządzający wodami zrewidowali plany dotyczące budowy piętrzeń na Odrze, a w zamian przedstawili plan renaturyzacji wybranych odcinków rzeki. Nie jest to zaskakujące, gdyż jest to polska racja stanu.

Wszyscy rozumieją, że choć zarządzanie wodami jest w gestii Ministerstwa Infrastruktury, to rzeki nie są infrastrukturą – są ekosystemami. Społeczeństwo wiedząc, że dobrostan ich i przyszłych pokoleń będzie zależał od stanu ekosystemów, wspiera działania rządu i samorządu. W szczególności wędkarze, zdający sobie sprawę, że zaburzenie, jakie miało miejsce, czyli śmierć setek ton ryb, ślimaków i małży będzie miało negatywny wpływ na stan ekosystemu – dlatego decydują się na czasowe zaprzestanie wędkowania. Przecież wiedzą, że wyławianie drapieżników w obecnej sytuacji jest ciosem dla osłabionych populacji ryb. Nie korzystają z tego, że wygłodniałe osobniki mogą łapać się łatwiej niż w poprzednich latach. Wszystko wraca do normy. Takich krzepiących przykładów mógłbym podawać więcej, ale po co, skoro… nie są prawdziwe.

Czytaj więcej

Biolog dr Łukasz Sługocki: Katastrofy na Odrze mogliśmy się spodziewać

Do wody w Odrze dostają się wciąż ogromne ilości soli i innych zanieczyszczeń. Nie słychać, żeby ktokolwiek chciał inwestować w systemy odsalania i oczyszczania wód Odry i jej dopływów. Zarządzający wodą zintensyfikowali swoje działania, aby Odrę jeszcze silniej przekształcić, tak żeby nikt nie miał jakichkolwiek wątpliwości, że jest to kanał żeglugowy. Opinia publiczna nie interesuje się już zbytnio tym problemem, bo chwilowo śniętych ryb nie widać. Niektórzy wędkarze, uradowani dobrymi efektami połowów, wyciągają pozostałe wygłodniałe ryby.

Ktoś powie, że przecież nie da się nagle zamknąć zakładów wprowadzających zanieczyszczenia, poprawić złego stanu, w którym tkwiono przez lata. Ale zapewne można podjąć działania w oparciu o obecnie najlepszą wiedzę. Bez dobrej woli wszystkich korzystających z wód nie spodziewajmy się dobrych wieści w przyszłych latach. Mądry Polak po szkodzie?

Autor

dr Łukasz Sługocki

Biolog, adiunkt w Katedrze Hydrobiologii Uniwersytetu Szczecińskiego. Od trzech lat prowadzi badania na Odrze