Reklama

Prorok Franciszek

Wiele krytycznych słów kierowanych pod adresem obecnego papieża wynika z braku gruntownej wiedzy z zakresu historii Kościoła i słabej znajomości papieskiego nauczania – twierdzi rzecznik arcybiskupa Stanisława Dziwisza.

Aktualizacja: 24.07.2016 19:37 Publikacja: 24.07.2016 18:27

Prorok Franciszek

Foto: AFP

„Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią" – to hasło Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Nie trudno się więc domyśleć, że Ojciec święty Franciszek przyjeżdża do Polski z przesłaniem miłosierdzia. Przesłanie papieskie będzie niezwykle istotne, gdyż obecna Polska to rzeczywistość pełna podziałów, zawiści i niezrozumienia. Natomiast w skali świata zniszczenie sieją terroryzm i wojny. Wydaje się jakby miłosierdzie nie miało szans w szarej codzienności i ustępowało miejsca arogancji, sile i egoizmowi. Takiej właśnie Polsce i takiemu światu Franciszek proponuje miłosierdzie, które jest podstawowym kryterium pozwalającym zrozumieć kim jest chrześcijanin i czym jest chrześcijaństwo.

Metafora drzwi

Papieskie pojęcie miłosierdzia jest kluczem do jedności, z tej racji nie może być uczuciem przelotnym. Jest syntezą Dobrej Nowiny i wyborem tych, „którzy chcą mieć uczucia Serca Jezusa, osób, które poważnie chcą naśladować Pana, proszącego nas: Papieskie podejście do miłosierdzia staje się zachętą do budowania jedności, nowego sposobu rozmawiania i prowadzenia dialogu w duchu miłosierdzia i pokory. W tym kontekście przechowywanie w sercu starych ran i uraz nie służy tworzeniu pokoju. Przeciwnie, przechowywanie uraz zamyka ludzi na siebie, uniemożliwia wzajemne komunikowanie się i przeszkadza w pojednaniu. Dzieje się tak wtedy, kiedy jedna ze stron jest zbyt pewna siebie i patrzy na drugą stronę z pozycji wyższości. Wówczas przypisuje sobie osiągnięcia i możliwości, zapominając o Bogu, który jest początkiem i końcem wszystkiego.

W takiej perspektywie zadziwienie światem ulega dewaluacji, a przeważa „formalne przestrzeganie zasad, naszych schematów myślowych. Zadziwienie zanika, zaczynamy wierzyć, że możemy sobie dać radę sami, że to my jesteśmy bohaterami". Wówczas łatwo osądza się bliźnich, a jeszcze łatwiej usprawiedliwia się siebie. Tymczasem kontemplowanie miłosierdzia Bożego jest drogą pokornych. Dlatego jubileusz miłosierdzia powiązany ze Światowym Dniem Młodzieży jest sprzyjającym momentem „dla Kościoła, jeśli nauczymy się wybierać to, co Bogu najmilsze, nie ulegając pokusie myślenia, że istnieje coś innego, co jest ważniejsze lub priorytetowe". Franciszek przypomina, że u podstaw zapominania o postawie miłosierdzia znajduje się miłość własna. Przyjmuje ona postać przyjemności, troski o własne interesy i zabiegania o zaszczyty w połączeniu z pragnieniem bogactw i władzy. W taki sposób rozwija się pycha, rozgrzesza siebie, ale nie rozgrzesza innych. Dlatego papież stwierdził, że „czasem zaskakiwała mnie myśl, że niektórym bardzo surowym osobom dobrze zrobiłoby poślizgnięcie, ponieważ w ten sposób, uznawszy siebie za grzeszników, spotkaliby Jezusa".

Z tej racji papież przypomina, że miłosierdzie zawiera w sobie konkretne cechy miłości – wierność, darmowość i przebaczenie. Wierność w rozumieniu papieskim to umiejętność stwarzania możliwości komunikacji, aby doświadczyć prawdziwego braterstwa. Im większe możliwości komunikacji, tym szersze możliwości spotkania i solidarności między ludźmi. Być wiernym sobie to wyjść poza siebie, otworzyć drzwi, a nie zamykać się w twierdzy. W takiej perspektywie papież posługując się metaforą drzwi podkreśla, że „drzwi otwiera się często, by zobaczyć, czy ktoś nie czeka na zewnątrz i być może nie ma odwagi, a nawet siły, by zapukać".

W ujęciu papieskim chodzi o Kościół ofensywny, wolny i twórczy, a nie będący w defensywie z obawy, że coś utraci. Metafora drzwi ma niezwykłe znaczenie w perspektywie zjawiska przymusowych migracji mających swoje źródło w terroryzmie i wojnie. Otwarcie ich jest realizacją wierności w powołaniu i przejawem uczynków miłosierdzia co do ciała.

Reklama
Reklama

Z wiernością ściśle związana jest darmowość, która przyczynia się do promowania kultury spotkania. Dlatego Franciszek powiedział: „mówię to, bo kiedy wielkodusznie przyjmujemy kogoś i czymś się z tą osobą dzielimy – odrobiną jedzenia, miejscem w naszym domu, naszym czasem – nie tylko nie stajemy się biedniejsi, ale się ubogacamy". W ten sposób w relacji do uchodźców zostaje wyzwolona nadzieja a „kto ma nadzieję – jak stwierdził Benedykt XVI – żyje inaczej; zostaje mu dane nowe życie". Warto dodać, że choć bez nadziei także można przez świat wędrować, to jednak „stajemy się wtedy zimni, obojętni, wyalienowani, pełni dystansu i odrzucający innych", a pojawiający się duchowy paraliż neutralizuje ducha i sprawia, że „dusza jest chora". Dlatego „mamy nadzieję – stwierdził Franciszek – że świat stanie się wrażliwy na sytuacje tragicznej i naprawdę rozpaczliwej potrzeby i zareaguje w sposób godny naszego wspólnego człowieczeństwa".

W końcu cechą miłości staje się przebaczenie, które jest drogą do pojednania. Oczywiście miłość istnieje ścisły związek miłosierdzia i sprawiedliwości, gdyż przebaczenie w imię miłości w niczym nie deprecjonuje obiektywnych wymagań sprawiedliwości. Chodzi o to, że przebaczenie nie oznacza uniewinnienia. Wręcz przeciwnie jest potwierdzeniem winy, gdyż wtedy się przebacza, gdy bliźni jest winny. Jednak przebaczenie – jak przypominał ks. Józef Tischner – nie winowajcę oczyszcza, lecz oczyszcza poszkodowanego przed chęcią odwetu.

Z tej racji Franciszek zwraca uwagę na fakt, że nie da się żyć dobrze nie przebaczając sobie wzajemnie. Co więcej, od chrześcijan wymaga się, aby natychmiast podejmowali leczenie ran, naprawiali zerwane więzi i nie kończyli dnia w stanie zagniewania, lecz ćwiczyli się w dobroci. Oznacza to, że „przebaczenie coś człowieka kosztuje – najpierw tego, który przebacza".

Problem brudnych serc

Oznacza to, że zło nie istnieje samoistnie. Zło jest wyraźnym brakiem dobra. Pojawia się na dobrym organizmie stanowiąc cień prawdziwej rzeczywistości. Dobro natomiast ma naturę światła. Jeśli nie stawia się mu przeszkód rozchodzi się samo przez się. Dobro wypływa z głębokiej wiary. Wystarczy niewiele, aby zmieniło wiele. Dlatego prośba o przebaczenie jest czymś więcej, niż tylko wezwaniem moralnym. Jest – w swojej najgłębszej treści – modlitwą eucharystyczną. Mając tego świadomość papież dopowiada, że człowiek wierzący nie może charakteryzować się zamkniętym umysłem i zatwardziałym sercem, „my, chrześcijanie, musimy się nawrócić", aby mieć te same Jezusowe uczucia.

Franciszkowe nauczanie o miłosierdziu brzmi wyjątkowo w perspektywie pielgrzymowania do krakowskich Łagiewnik i sanktuarium Jana Pawła II. To przecież św. Jan Paweł II napisał encyklikę o Bożym Miłosierdziu, kanonizował siostrę Faustynę Kowalską, ustanowił Święto Miłosierdzia i sam był jego świadkiem. W tym samym duchu Franciszek głosi światu miłosierdzie dostrzegając całą złożoność warunków, w których żyją współcześni ludzie. Nieprzypadkowo więc papież przypomina, że skałę agnostycyzmu można skruszyć jedynie bezinteresowną miłością. Dlatego problemem ludzi początku XXI wieku jest problem brudnych serc. Z tej racji codzienne odniesienia naznaczone są barbarzyństwem. Intrygi, kłamstwa, plotkarstwo, podkopywanie, agresywność, pozorowanie, cynizm. To wszystko rodzi brak zaufania. Wówczas więcej czasu przeznacza się na sprawdzanie drugiego, niż na budowanie z nim określonego dobra. Dochodzi to tego, że nieobecność w Kościele mówi wiele, ale obecność w Kościele w wielu przypadkach nie mówi jeszcze nic.

Na marginesie warto zaznaczyć, że wielu chrześcijan próbuje deprecjonować postawę i naukę papieża Franciszka, jakby to była jego nauka prywatna. Niektórzy zarzucają mu nawet, że jego nauczanie obniża loty i nie prowadzi na górskie szczyty, zadowalając się jedynie dolinami. Czy takie zarzuty są zasadne? Czy można kogoś, kto przewraca się na równinie od razu prowadzić na górskie szlaki? Czy ktoś, kto uczy się jeździć na nartach natychmiast podejmie próbę samodzielnej jazdy na stokach Alp? Czy nie spróbuję wpierw smaku Białki Tatrzańskiej?

Reklama
Reklama

Franciszek daje do zrozumienia, że trzeba rozpocząć ewangelizację od pracy od podstaw. Wielu chciałoby prowadzić innych na szczyty ludzkiego życia, a nie potrafi podziękować, przeprosić lub wyrazić prośby. Chciałoby się wielkich rzeczy, a tu pospolitość skrzeczy. Dodatkowo, wiele krytycznych słów kierowanych pod adresem papieża wynika z braku gruntownej wiedzy z zakresu historii Kościoła i słabej znajomości papieskiego nauczania, opartego jedynie na przekazach medialnych. Jedno jest pewne, że u niektórych – według Franciszka – „zauważa się ostentacyjną troskę o liturgię, o doktrynę i prestiż Kościoła, ale nie przejmują się oni rzeczywistym wprowadzaniem Ewangelii w życie Ludu Bożego i w konkretne potrzeby historii. W ten sposób życie Kościoła zamienia się w kawałek muzeum albo jest udziałem niewielu".

Franciszek przypomina, że bez miłosierdzia trudno jest leczyć, a moralizatorstwem „nie da się wejść w świat poranionych". W logice miłosierdzia nie ma miejsca na obojętność i brak zrozumienia, lecz jest miejsce na wrażliwość i miłość. Dlatego nie można stać na balkonie i patrzyć na ludzi z góry, trzeba zanurzyć się w życiu i poczuć prawdziwe, codzienne problemy. Takim właśnie jest papież Franciszek. Jest prorokiem naszych czasów.

Publicystyka
Jacek Czaputowicz: Małe exposé prezydenta Nawrockiego
Publicystyka
Zuzanna Dąbrowska: Edukacja zdrowotna bez seksu i bez sensu
Publicystyka
Marek A. Cichocki: Niemcy w sprawie Grenlandii rozgrywają własne interesy kosztem Polski
Publicystyka
Port Haller, czyli czego Jarosław Kaczyński nie wie o Królewcu, portach i Polsce
Publicystyka
Janusz Lewandowski: Nowy rozdział dziejów polskiej głupoty
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama