Może coś podpatrzę, napiszę. Wydawało mi się, że jest na to duża szansa, bo zabroniono marszu wandalom pod przywództwem niejakiego Roberta Bąkiewicza, "chama skończonego", jak go nazwała uczestniczka Powstania Warszawskiego. Tak zadecydował Prezydent Miasta Rafał Trzaskowski. Podtrzymał jego decyzję sąd pierwszej i drugiej instancji, i nawet minister sprawiedliwości, a zarazem główny prokurator w jednej osobie nic nie wskórał. Wydawało się, że tym razem będzie cacy. A tu nagle okazało się, że "marsz niepodległości" (Józef Piłsudski w grobie się przewraca) będzie organizowany, bo niespodziewanie patronat nad "imprezą" (sic!) wandali przejął kontrolowany przez PiS Urząd ds. Kombatantów i ogłosił, że jest to uroczystość państwowa. Na konsekwencje tej decyzji nie trzeba było długo czekać. Policja wydała natychmiast poradnik dla miłośników nadmiaru adrenaliny, inaczej: jak się zachować w trakcie marszu i co czynić, aby jakoś przeżyć. Oto jego treść :

"Poradnik bezpieczeństwa" dla dziennikarzy

• Pamiętaj o swoim własnym bezpieczeństwie – dobre ujęcie nie jest warte Twojego zdrowia i życia;

• Wyposaż się w kamizelkę odblaskową z napisem PRESS/PRASA;

• Umieść legitymację prasową w takim miejscu, aby była widoczna i łatwa do okazania;

• Ustaw się na skraju tłumu i staraj się nie wchodzić w sam środek akcji – jeżeli znajdziesz się pośrodku dwóch stron, natychmiast wycofaj się;

• Monitoruj i analizuj sytuację także poza kadrem aparatu/kamery; gdy widzisz, że wzrasta agresja, wycofaj się w bezpieczne miejsce;

• Zaparkuj swój pojazd w bezpiecznym, oddalonym od miejsca wydarzenia miejscu;

• Unikaj noszenia dokumentów na szyi na smyczy lub łańcuszku – w przypadku zaatakowania mogą posłużyć do duszenia. Za to w sytuacji kryzysowej załóż kask czy ochraniacze;

• Uważaj i słuchaj komunikatów nadawanych przez policję – jeżeli usłyszysz, że zostaną użyte środki przymusu bezpośredniego, odsuń się na bezpieczną odległość;

• Pamiętaj, że policjanci wyposażeni w kaski i środki ochrony mają ograniczone pole widzenia.

No to jak? - myślę sobie. Mam zdjąć krzyżyk, który noszę od pięćdziesięciu lat na metalowym łańcuszku, bo mnie mogą nim udusić? Założyć kask (może lepiej wojskowy hełm?), ubrać się w kuloodporna kamizelkę, kombinezon strażacki, bo raca może mnie poparzyć? Zaparkować auto w Radomiu? Mam za dobre zdjęcie zapłacić życiem? A żona, córka, wnuczka? Mam z Muzeum Narodowego wypożyczyć dla nich zbroje? Dziecięcy wózek opancerzyć stalowa blachą, zamontować kuloodporną szybę? A jak mi ten wózek przerzucą przez barierę do Wisły, to zanim wskoczę, utonie. Nie, nie mogę 11 listopada 2021 roku wyjść na ulice Warszawy, by świętować i oddać cześć tym, którzy zapłacili życiem za Polskę. Dopóki Bąkiewicz i jego kolesie będą wspierani przez rząd prawnie i finansowo - nie wyjdę!

Dawno temu, w letnich spodenkach ganiałem się z ZOMO. I choć pała przeorała mi grzbiet, mniej się bałem. Tylko trampki lepsze sobie na następny raz kupiłem, by szybciej biegać. Dzisiaj, choćby mi kto podarował adidasy do biegania po asfalcie, nie zaryzykuję. Tak jak pan Prezydent, i Premier i wicepremier, i ministrowie. Dać przyzwolenie Bąkiewiczowi - owszem - to się politycznie opłaca. Ale samemu maszerować, a potem uciekać przed samym sobą? Wiedzą decydenci równie dobrze jak ja, że chcąc utrzymać się przy władzy, przed politycznym cynizmem nie mogą uciec. Zatem: parada czy paranoja - oto jest pytanie!