Podobno podjął pan decyzję, że nie będzie się już publicznie angażował w politykę...

Może ująłbym to inaczej. Mnie zawsze, a przede wszystkim wtedy, kiedy byłem prezydentem Wrocławia, interesowało zmienianie świata bądź uczestniczenie w tym, jak się on zmienia. W tej chwili kontynuuję te zainteresowania po stronie związanej z kształtowaniem rzeczywistości pod kątem technologicznym. Siłą rzeczy polityka będzie musiała w związku z tym poczekać.

Z czego ta zmiana wynika? Co z rozpoczętym przez pana projektem „Nowa Nadzieja"?

Ten projekt funkcjonuje jako swoisty think tank, ale postanowiłem pójść w kierunku stworzenia czegoś i trafiłem na bardzo interesujące przedsięwzięcie. Zawsze interesowały mnie megatrendy dotyczące cywilizacyjnego sposobu kształtowania świata i w tej chwili wchodzę głębiej w kwestie związane z pracą zdalną oraz trochę smart city, rozumianego jako tworzenie farm produkujących żywność w miastach. Pierwszym przedsięwzięciem, z którym właśnie chcę się zmierzyć, jest praca zdalna.

Jeśli chodzi o te megatrendy, co jest pana głównym wnioskiem po dotychczasowych falach pandemii? Co się zmieniło, jeśli chodzi o sferę pracy?

Pojęcie miejsca pracy kompletnie zmieniło swój sens. Nie jest już tak, że człowiek podąża do miejsca, w którym jest praca, ale w tej chwili to praca podąża do miejsc, w których człowiek chce ją wykonywać. Praca zdalna staje się stałym elementem naszego życia. My szukamy odpowiedzi na to, jak nadać jej nowy wymiar; mówiąc górnolotnie – jak spełnić marzenia o pracy połączonej z przyjemnością i wypoczynkiem. Temu właśnie będzie służyć nasze przedsięwzięcie, które nazywa się „Work and Spa”.

Nie ulega wątpliwości, że praca zdalna staje się stałym elementem funkcjonowania ludzi i przedsiębiorstw. Chodzi o to, aby była ona kreatywna i równie efektywna jak przed okresem pandemii. Badania wskazują bowiem, że home office potrafi obniżać efektywność pracy.

Tylko pytanie, czy praca połączona z przyjemnością w ogóle jest możliwa? To brzmi jak pewna sprzeczność.

Nie, to nie jest sprzeczność. My będziemy oferować niestandardowe miejsca pracy połączone z przyjemnością. Dodatkowe atrakcje mogą bezpośrednio towarzyszyć wykonywaniu pracy bądź mogą być z nią związane, czyli ciekawe otoczenie, masaż, dostępność rowerów, spa, muzyka relaksacyjna, ale też np. piękny widok – zatem elementy, które w przerwach w pracy lub w jej trakcie są w stanie zwiększać efektywność jej wykonywania.

To będzie oferowane pracownikom czy korporacjom?

Odbiorcą naszej platformy internetowej będą zarówno indywidualni pracownicy, jak i firmy. Będziemy przygotowani do obydwu podejść, do obu grup klientów. Wstępne rozmowy prowadzone z korporacjami oraz wieloma osobami sugerują, że rzecz spotka się z dużym zainteresowaniem.

Czyli można powiedzieć, że zakłada pan startup?

Tak, założyliśmy właśnie tego rodzaju startup. Mam wrażenie, że będzie bardzo innowacyjny. Pierwszych kilkadziesiąt bardzo atrakcyjnych ofert pracy zdalnej uruchomimy na naszej platformie internetowej już w sierpniu i stopniowo będziemy projekt rozwijać.

Co zmiany wywołane pandemią oznaczają dla miasta, np. takiego jak Wrocław?

To jest np. kwestia tego, jak się będzie kształtowała podaż przestrzeni biurowych. Z całą pewnością takie przestrzenie nie znikną z substancji miejskiej, niemniej trwałe zjawisko polega na tym, że jakaś procentowa część pracy będzie wykonywana w trybie zdalnym. Natomiast rola biur zmieni się. Dużo więcej czasu będzie trzeba poświęcać czemuś, co nazywamy team binding. Jest jeszcze inne ciekawe zjawisko – nasza inicjatywa będzie tę kwestię wspierać, ale też praca biurowa musi się tym zająć – znaczny odsetek osób, które pracowały w trybie home office, wykazuje w tej chwili pewne tendencje depresyjne. To jest zgłaszane dość często, szczególnie w dużych korporacjach. W związku z tym połączenie pracy zdalnej z czymś, co jest dodatkowo atrakcyjne, kreacyjne i co zwiększa motywację, jest potrzebne w sensie cywilizacyjnym i kulturowym.

Praca zdalna miała jeszcze jeden efekt, dotyczący relacji w zespołach – w strukturze decyzyjnej firm powoduje problemy to, że pracownicy nie są pod okiem zwierzchników. Stąd też trend, by wracać do biur. Zgodzi się pan z tym?

Znacząca część pracy będzie wykonywana w biurach – choć często będzie poświęcana reperowaniu relacji, związanych z życiem zawodowym. Ale nie ulega najmniejszej wątpliwości, że jednak równie istotna część będzie w dalszym ciągu wykonywana w trybie zdalnym. Mamy potrzebę funkcjonowania w tej chwili w tych dwóch trybach. Jeden jest związany z pewną formą socjalizowania się, a drugi z możliwością pracowania indywidualnie.

Na ile ta praca zdalna powinna być regulowana prawnie?

Wszędzie w świecie zbliżają się różnego rodzaju regulacje, które będą odpowiadały, jak to może funkcjonować. Są to zarówno kwestie podatkowe, jak i np. tego, czy praca zdalna może być wykonywana wyłącznie w granicach kraju, w którym jesteśmy zatrudnieni, czy też może dotyczyć przestrzeni zagranicznych. To są kwestie, które powinny stać się w najbliższym czasie przedmiotem pewnego zastanowienia i dyskusji, a następnie odpowiednich regulacji prawnych.

Na ile projekt „Work and Spa” dotyczy kraju, a na ile wyjazdów zagranicznych dla pracowników?

W przypadku naszego projektu, pytanie to dotyczy aż trzech aspektów. Po pierwsze, nasze aspiracje są co najmniej europejskie. W najbliższych planach mamy oferowanie platformy „Work and Spa” w Czechach i w Niemczech. Po drugie, dla osób które wykonują pracę zdalną i same chcą zakupić możliwość unikalnej pracy z zagranicy, takie oferty pojawią się już wkrótce. Natomiast jeśli chodzi o obszar benefitów pracowniczych, gdzie to korporacja daje swoim pracownikom możliwość pracy z różnych miejsc, to ze względu na regulacje ustawowe oraz wewnętrzne regulaminy firm będziemy je oferować wyłącznie w kraju pracodawcy. Właśnie tym chcemy się zająć, jako pierwsza na świecie platforma “SaaS enabled marketplace” oferująca wyjątkowe miejsca do pracy zdalnej.

Kiedy ruszy projekt „Work and spa”?

Pierwszych kilkadziesiąt bardzo atrakcyjnych ofert pracy zdalnej uruchomimy na naszej platformie internetowej już w sierpniu i stopniowo będziemy projekt rozwijać.

A jeśli chodzi o drugą rzecz, o której pan wspomniał, rolnictwo w mieście?

Tutaj jesteśmy na etapie przygotowywania się do pewnych eksperymentów. Chodzi o trzy kwestie. Po pierwsze, łańcuchy produkcji żywnościowej są bardzo długie (np. dorsze, które konsumujemy, często są procesowane na drugiej półkuli). Po drugie, produkcja żywności pozostawia bardzo duży ślad węglowy. Po trzecie, jest konsumentem ogromnej ilości wody. Eksperymenty w różnych miejscach świata idą w kierunku takim, aby znacząco skrócić te łańcuchy logistyczne oraz aby ograniczyć ślad węglowy i zużycie wody. Tego rodzaju eksperymentalne farmy powstają zarówno w USA, jak i w różnych miejscach w Europie. My się przymierzamy do tego, żeby z takim przedsięwzięciem w przyszłym roku ruszyć we Wrocławiu i w Oslo, ponieważ ciekawostką tych pomysłów jest to, że potrafią one wchodzić w przestrzeń zurbanizowaną. To, czym się zajmujemy, nie jest przedsięwzięciem komercyjnym – to są pomysły, które wyszły już z uniwersytetów i wymagają jeszcze pewnego badawczo-rozwojowego przetestowania w materii, tak żeby potem móc je komercjalizować.

Mówi pan, że polityka musi poczekać, ale z pewnością ją pan obserwuje. I jakie trendy obecnie widać?

Po pierwsze, jeśli chodzi o Polskę, ale może i szerzej, mamy do czynienia z bardzo niebezpiecznymi tendencjami antyeuropejskimi; pobudzona została dynamika antyunijna. Po drugie, wszyscy widzimy, że Polska ze względu na politykę Jarosława Kaczyńskiego jest na straszliwym zakręcie – nie widać, żebyśmy chcieli kształtować politykę międzynarodową z przyjaciółmi, tylko ochładzamy stosunki ze wszystkimi, którzy potrafiliby nam pomagać. Jesteśmy w bardzo silnym napięciu ze Stanami Zjednoczonymi, bilateralna polityka polsko-niemiecka praktycznie nie istnieje, wschodnia polityka też jest na bardzo słabym poziomie. Po trzecie wreszcie, wraz z powrotem Donalda Tuska wyraźnie wraca duopol polityczny i to on rozstrzygnie o tym, kto będzie rządził Polską po wyborach. Ja oczywiście kibicuję stronie opozycyjnej. Kluczowe po tej stronie są dwa elementy – rola, jaką odegra Rafał Trzaskowski, czyli kwestia porozumienia wewnątrz Platformy, oraz jakaś forma porozumienia między Tuskiem a Szymonem Hołownią.

Jak pan widzi pozycję liderów dużych miast? W politycznych kuluarach czasami można spotkać się z opinią, że będą się oni teraz orientować na obecne centrum decyzyjne, czyli siłą rzeczy na Tuska, a nie Trzaskowskiego.

Było widać wyraźnie, że – przepraszam za to złośliwe sformułowanie – tzw. „arystokracja samorządowa" była skupiona wokół Rafała Trzaskowskiego i najprawdopodobniej teraz będzie się musiała jakoś przegrupować. Ale też sam przykład prezydenta Warszawy pokazuje, jak trudne jest równoczesne uprawianie substancji miejskiej i polityki.

Ale to chyba też przypadek, który pan przerabiał.

Tak, przy czym ja w sposób bardzo świadomy zawsze dawałem prymat zarządzaniu miastem. W jednoznaczny sposób szkodziło to różnego rodzaju inicjatywom politycznym, w których uczestniczyłem. Chyba dobre to było dla Wrocławia (śmiech), natomiast nie ulega wątpliwości, że to nie pomagało inicjatywom politycznym.

Jak pan odbiera miejskie trendy, które pojawiły się mniej więcej równolegle z pandemią?

Ja po zakończeniu pracy we Wrocławiu przez rok mieszkałem w Berlinie i obserwowałem te tendencje cywilizacyjne. W stolicy Niemiec rowerzysta jest najważniejszy w układzie komunikacyjnym. Nawet pieszy jest podejrzany, bo może iść do samochodu (śmiech). Oczywiście jest jeszcze jedna tendencja, dotycząca ruchu samochodowego – ograniczanie prędkości, czyli strefy z maksymalną prędkością 30 km/h.

Od dawna wiemy, że próba walki z korkami poprzez poszerzanie arterii komunikacyjnych jest trochę jak walka z otyłością poprzez popuszczanie pasa, więc rzecz jasna miasta muszą trochę szykanować ruch samochodowy. To szykanowanie dotyczy z jednej strony kwestii emisji CO2, z drugiej bezpieczeństwa, ale są też próby takiego urbanistycznego kształtowania przestrzeni miejskiej, w której mielibyśmy mniej tzw. podróży – żeby ograniczyć konieczność przemieszczania się z jednego miejsca do drugiego, w szczególności do miejsc odległych. Jest tendencja, żeby skupiska urbanistyczne, takie jak osiedla, w dużej mierze mogły być dla mieszkańców samowystarczalne. To jest w jakimś sensie utopijne, bo nigdy nie unikniemy konieczności podróżowania, ale pewne zastanowienie dotyczące tych kwestii jest istotne.

Nie uciekniemy od tych tendencji cywilizacyjnych. Rola transportu zbiorowego jest jak zawsze ogromnie istotna, ale też jasno trzeba powiedzieć, że utopijnym jest myślenie, że uda się w ogóle wyrugować samochody z przestrzeni publicznej. One oczywiście będą z czasem mniej spalinowe, ale zawsze będą istniały.

współpraca Jakub Mikulski