Jeżeli nie dojdzie do najgorszego, czyli rozpadu strefy euro i prawdopodobnego wówczas rozpadu Unii Europejskiej, to uważam, że nawet przy zerowym wzroście w Europie Zachodniej my możemy się rozwijać w tempie 3–4 procent. Gdyby nawet tam doszło do straconej dekady, nie znaczy to, że u nas też tak musi być.
Minister finansów przyznaje:
Brak umiejętności podejmowania stosownych decyzji przez wszystkie instytucje europejskie przez ostatnie dwa lata był dość daleko posunięty. Czy obecne są wystarczające – to się okaże.
I zapewnia, że jest "bardziej optymistyczny" niż trzy tygodnie temu. Bo jak tłumaczy:
Prawda o tym kryzysie jest taka: przy oprocentowaniu obligacji na poziomie 3 procent Włochy, Hiszpania, Francja i Niemcy są wypłacalne. Przy rentowności 8 procent każdy z tych krajów nie wypłacalny, także Niemcy.
Rostowski mówi, że gdy padnie jeden z dużych krajów euro, uruchomi to paneuropejskie domino. Pytany przez "Newsweek" o coraz częstsze opinie, że wobec narastających długów nie rozwiąże się problemu bez powszechnego oddłużenia, odpowiada:
To najprawdopodobniej odbędzie się dzięki kombinacji takich elementów jak inflacja, recesja finansowa, w niektórych skrajnych wypadkach – oddłużenie i wzrost gospodarczy.
I dodaje, że oddłużenie nie obejmie Polski:
W Polsce poziom zadłużenia – zarówno prywatnego, jak i publicznego – jest na tyle niski, że twarde trzymanie wydatków publicznych, reformy i wzrost gospodarczy wystarczą.