W wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" były marszałek Sejmu podkreśla:
Proszę zauważyć, że w Polsce nie ma dotąd recesji, tylko wzrost gospodarczy, głównie dzięki popytowi wewnętrznemu. Polacy kupują, konsumują i nasza gospodarka się rozwija. To nas uratowało.
Co by było, gdybyśmy od rana do wieczora trąbili o kryzysie? To PiS wówczas straszył kryzysem i usiłował odwołać ministra finansów. (…)
Nie chcieliście straszyć?
Tak, z gospodarką jest jak z rozpędzoną lokomotywą. Jeśli ma dalej pędzić, trzeba dorzucać węgiel do kotła. Inaczej się zatrzyma i będzie kłopot, żeby znowu ruszyła. (...)
Rząd w poprzedniej kadencji się sprawdził. (…)
Były błędy, ale takie jest życie. Jednak Polacy wybrali kontynuację rządów PO – PSL. Różnica między PO a PiS zmniejszała się z każdym dniem. Na finiszu prowadziliśmy ledwie o kilka procent, mniej niż 5. (…) Pomogła sprawa z kibicami, oczywiście Tuskobus, a na koniec wypowiedź prezesa Kaczyńskiego o Angeli Merkel i to, że zrugał dziennikarza na konferencji.
Grzegorz Schetyna dodaje, że Donald Tusk jeszcze w dniu wyborów dopuszczał możliwość porażki. Pytany, czy sposób, w jaki potraktował go po wspólnym zwycięstwie premier, nie był upokorzeniem, odparł:
To jest życie, w polityce nie ma obrażania się. Jesteśmy z Tuskiem w jednym projekcie. Postawił na autorski rząd. Ma do tego prawo.
Kiedyś projekt, w platformerskim slangu, to było wygranie wyborów parlamentarnych, potem prezydenckich. Co to jest dzisiaj projekt?
Dla mnie projekt to silna, wygrywająca Platforma Obywatelska. Dla innych? O to trzeba pytać każdego z osobna.
Schetyna jest zdania, że Bronisław Komorowski "jest prezydentem, jakiego chcieli Polacy" i dlatego ma ogromną szansę wygrać drugą kadencję.
A co będzie, jeśli Tusk za trzy i pół roku powie: ja chcę być prezydentem?
Wszystko jest możliwe. Cztery lata temu nie pomyślałbym, że będę szefem Komisji Spraw Zagranicznych. Powiem tak: kandydata na prezydenta będzie wskazywać Platforma. Nie wiem, jak będzie za trzy i pół roku. Ale o ile znam Tuska, to wiem, że woli być premierem.
Schetyna chwali zapowiedzi dalekich reform w exposé, ale pytany, czy nie prościej dalej nic nie robić, odpowiada:
Może pojawić się taka pokusa. Tym bardziej że widzimy, jaka jest opozycja.
Jak mawiał Donald Tusk: „Nie ma z kim przegrać”.
Osobiście jestem innego zdania. Uważam, że zawsze można przegrać z samym sobą. I to najbardziej bolesna porażka.
Naszym zdaniem – celna uwaga.