Jak czytamy dziś w serwisie se.pl:
Eksmisja kupców z KDT odbija się Ratuszowi czkawką. Sąd rejonowy rozstrzygnął w ubiegłym tygodniu dwie sprawy związane z wydarzeniami z lipca 2009 roku. Obie na niekorzyść Ratusza.
W pierwszej z nich sędziowie orzekli, że kupcy mają prawo do zwrotu połowy wartości hali, która stała pod Pałacem Kultury i Nauki. Zdaniem zarządu spółki KDT takie prawo gwarantowały im zapisy umowy dzierżawy, którą wypowiedział Ratusz. Według kupców należy im się z tego tytułu 7 mln zł, do których naliczyć należy odsetki.
Ratusz z kolei domagał się 1,6 mln zł, na ile wycenił działania związane z opróżnieniem i ochroną hali po zakończonej krwawo eksmisji. Sąd uznał, że roszczenie jest bezzasadne.
Ale Bartosz Milczarczyk, rzecznik Ratusza zapowiada:
Czekamy na uzasadnienia i zapewne złożymy odwołania od tych wyroków.
Jednak, jak donosi portal wpolityce.pl - jeśli wyrok nie jest po myśli warszawskiego ratusza, to… nie jest wykonany.
Właśnie z powodu nie wykonania wyroku przez ratusz wyroku Sądu Okręgowego Warszawie z 4 listopada 2011 r. stołeczny radny PiS Jarosław Krajewski złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa do Prokuratury Rejonowej Warszawa – Śródmieście Północ. Jak mówił, w wyroku:
Sąd nakazał udostępnić pani prezydent informacje w postaci personaliów osób fizycznych, które zawarły umowy o dzieło z miastem.
Wyraził nadzieję, że będzie to:
Początkiem końca bezkarności prezydent stolicy.
Pani prezydent pozwoliła sobie na niewykonanie prawomocnego wyroku sądu. Jest to niezwykle bulwersujące, jeśli spojrzymy na panią Gronkiewicz-Waltz, jako profesora prawa.