Leszek Balcerowicz w rozmowie z radiową Jedynką wyraźnie popiera propozycje emerytalne Donalda Tuska, żyrowane przez Janusza Palikota. Ale zauważa też trudną sytuacją polityczną PO.
Jeśli chodzi o PSL, te sztandarowe propozycje wedle niektórych obliczeń dostępnych w mediach oznaczałyby, że trzeba by zwiększyć dług publiczny albo podwyższyć podatki łącznie o 375 miliardów złotych i to wszystko przedstawia się oczywiście pod hasłem pomocy ludziom. To jest oczywiście obłudne, to jest oszukańcze. Na szczęście mamy od pewnego czasu dobre moim zdaniem zjawisko w polskiej polityce, bo oto w niektórych sprawach niektóre partie opozycyjne są gotowe poprzeć projekty inne niż oszukańcze.
I zauważa:
W sprawach deregulacji zarysowuje się taki merytoryczny, potencjalny sojusz największej partii opozycyjnej PiS-u oraz Platformy, a w sprawach reformy emerytalnej propozycję rządową, która jest wycinkowa, ale lepsza niż propozycje opozycji, jak słyszę, gotów jest poprzeć Ruch Palikota. Czyli Platforma nie jest skazana na pseudorozwiązania w imię jakiegoś zgniłego kompromisu. I to jest bardzo, jak sądzę, istotne z punktu widzenia rozwoju naszego kraju.
Były prezes Narodowego Banku Polskiego zapewnia:
Na szczęście nie grozi z jakimś dużym prawdopodobieństwem kryzys w stylu greckim. Dlaczego? Nie dlatego, że mamy dużo lepszych polityków, tylko dlatego że mają w polskiej Konstytucji zakaz zwiększania długu publicznego powyżej 60%, w a Grecji jest 140, więc to jest nasze główne zabezpieczenie.
Lecz wskazuje zarazem:
Natomiast nam grozi bez reform stopniowe słabnięcie naszego awansu materialnego, coraz wolniejszy wzrost. Raz – dlatego że coraz mniej ludzi będzie pracować, a coraz więcej będzie pobierać podatki, żyć z podatków, bo przecież emerytury zusowskie są finansowane z podatków, po drugie – my za mało inwestujemy, dlatego nie jesteśmy jakimś prawdziwym tygrysem gospodarczym, po trzecie – bez odpowiednich reform tempo wzrostu wydajności pracy może słabnąć. Więc należałoby liczyć na to, że społeczeństwo uzyska taką rzetelną diagnozę: słuchajcie, to nam grozi, ale robimy to, to a to po to, żeby Polska nie była tylko sezonową zieloną wyspą przez trzy lata, tylko żeby była krajem prawdziwego sukcesu.
I pointuje:
Ja uważam, że Polska, która miała nieszczęśliwą historię przez ponad 200 lat - a dopiero od 1989 roku jest wolna i może tworzyć lepszy system dla swego rozwoju - nie powinna tych szans tracić. I to jest stawka. I tu nie chodzi tylko o jakieś grupy zawodowe czy wiekowe, tu naprawdę chodzi o miliony ludzi na przyszłość. Szczególnie może chodzi o ludzi młodych, bo jak nie będzie... jeżeli liczba osób w wieku produkcyjnym będzie spadać, wzrost będzie spadać, czyli szanse poprawy warunków życia będą się ograniczać, a być może podatki musiałyby rosnąć.