Warzecha zaczyna swoją analizę:

Jak już wiemy, pan premier dostaje na biurko mnóstwo raportów. Tak wiele, że nie jest w stanie wszystkich przeczytać i dlatego nie wiedział zawczasu o nieprawidłowościach choćby w Agencji Rynku Rolnego, o których przecież próbowała go informować NIK długo przed tym, nim wyszły na jaw taśmy Serafina.

Przechodząc do spotkania z Milewskim:

Pan premier spotyka też mnóstwo ludzi. Tak się złożyło, że w 2010 roku spotkał na przykład sędziego Milewskiego, z którym oglądał mecz, a nawet przybił piątkę. Cóż, pan premier w chwilach wolnych od ciężkiej służby dla kraju chodzi na dziesiątki meczów oraz przybija codziennie piątki z setkami, może nawet tysiącami wiernych, kochających go wyborców, więc nie może pamiętać każdego.

Piętno przypadkowości? Warzecha pisze:

Spotkanie z sędzią Milewskim z całą pewnością było równie przypadkowe jak przypadkowe było na przykład zatrudnienie w swoim gabinecie politycznym przez Radka Sikorskiego Mai Rostowskiej, akurat – przypadkiem – córki kolegi z rządu. Rządy Donalda Tuska są po prostu naznaczone piętnem przypadkowości, i to przypadkowości złośliwej wobec szefa rządu. Premier z przypadku?