Reklama

Andrzej Stankiewicz o strategii wyborczej prezydenta Bronisława Komorowskiego

Na papierze wyborcza strategia prezydenta wygląda przekonująco. Ale są problemy z jej realizacją.

Aktualizacja: 02.03.2015 21:35 Publikacja: 02.03.2015 00:01

Podczas wyjazdu do Japonii doszło do kolejnych wpadek Bronisława Komorowskiego

Podczas wyjazdu do Japonii doszło do kolejnych wpadek Bronisława Komorowskiego

Foto: PAP

W ostatnich dniach doszło w Kancelarii Prezydenta do kilku ważnych spotkań, które mają wprowadzić nieco porządku do chaotycznej kampanii wyborczej Bronisława Komorowskiego.

Zdaniem polityków PO za błędy na początku kampanii odpowiedzialność ponosi otoczenie prezydenta. Według naszych informacji największe pretensje miał szef sztabu wyborczego, poseł PO Robert Tyszkiewicz, który zarzucał współpracownikom prezydenta m.in. niefortunne wpisy na portalach społecznościowych. W odpowiedzi usłyszał, że to Platforma bez konsultacji z Pałacem Prezydenckim wydrukowała ulotki z hasłem „Nasz prezydent", choć Komorowski kandydatem partyjnym być nie zamierza.

Spotkania zorganizowano po to, żeby uciąć te konflikty i wypracować wspólną strategię. W jednej z narad wzięła udział nawet para prezydencka.

Nowa strategia jest dość prosta. Bronisław Komorowski i Kancelaria Prezydenta nie będą dostrzegać kandydata PiS Andrzeja Dudy i nie będą reagować na jego zaczepki – wychodząc ze słusznego założenia, że to Duda ma interes we wciąganiu prezydenta w polemikę, bo to buduje jego wizerunek jako poważnego konkurenta.

Powstrzymany ma zostać bulterier Pałacu Prezydenckiego Tomasz Nałęcz, który zasłynął ostatnio zarzutami wobec Dudy o odpowiedzialność za śmierć Barbary Blidy – agresywne wypowiedzi biją w umiarkowany wizerunek Komorowskiego.

Reklama
Reklama

Wedle nowej strategii atakami na Dudę mają się zająć politycy Platformy. Chodzi głównie o budowanie u wyborców przekonania, że Duda jest człowiekiem znikąd, bez doświadczenia i politycznej pozycji, a więc jako prezydent byłby sterowany przez Jarosława Kaczyńskiego. Przypominane mają być kontrowersyjne działania i wypowiedzi Dudy, w tym dotyczące zamachu w Smoleńsku. W młodym pokoleniu polityków PiS Duda – dawny minister Lecha Kaczyńskiego – jest rzeczywiście jednym z nielicznych, który wierzy, że prezydent został zgładzony przez Rosjan.

Za to Komorowski ma być prezentowany w kampanii jako stateczny, obliczalny polityk, za którym stoi szerokie poparcie autorytetów z rożnych środowisk. Nazwiska polityków, samorządowców, naukowców, artystów i sportowców wspierających prezydenta mają być jednym z głównych elementów promocji prezydenta. – Pokażemy, że za Komorowskim stoją autorytety, a za Dudą stoi Kaczyński – mówi dosadnie jeden ze sztabowców.

Nowa strategia wynika z głębokich badań wizerunkowych, które zamówił sztab Komorowskiego. Jest dość przewidywalna, ale przekonująca.

Jednak problem leży nie w strategii, tylko w praktyce. Już po serii wyborczych konwentykli w Pałacu Prezydenckim obozowi Komorowskiego przydarzyło się parę wpadek, które pokazują, że wdrażanie strategii idzie jak po grudzie.

Gdy Duda prezentował w sobotę główne założenia swego programu (rodzina, praca, bezpieczeństwo i dialog), rzeczniczka rezydenta zarzuciła mu plagiatowanie Komorowskiego. W ten sposób Pałac Prezydencki złamał zasadę niedostrzegania Dudy. Zarzut był przy tym absurdalny, bo w kampaniach wyborczych w krajach demokratycznych wykorzystywane są podobne chwyty.

Nałęcz także się nie daje łatwo poskromić. W niedzielę w Radiu Zet znów nie przebierał w słowach. A i sam prezydent dostarczył swym sztabowcom rozrywki. Podczas wizyty w japońskim parlamencie wszedł na miejsce sprawozdawcy, a do robiącego mu zdjęcia szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego gen. Stanisława Kozieja wykrzykiwał „Chodź, szogunie".

Reklama
Reklama

Po powrocie udał się na – jak to ujął – „bliższy wschód", czyli do Białegostoku. Gdy zaczepiali go zwolennicy Janusza Korwin-Mikkego, z tęsknotą zauważył, że kampania wyborcza w Japonii trwa tylko 12 dni. – Warto by skrócić czas bezpodstawnych oskarżeń, psucia wszystkiego, ten czas, który jest czasem najczęściej zmarnowanym, bo w czasie kampanii wyborczej można bzdury opowiadać – mówił.

Porównanie jest kompletnie nietrafione i wynika z braku rozeznania w japońskiej polityce. W Japonii często dochodzi do przyspieszonych wyborów parlamentarnych. Gdyby w takiej sytuacji kampania trwała przez wiele miesięcy, to krajem nie dałoby się rządzić. W Polsce jest inaczej – skracanie kadencji zdarza się niebywale rzadko.

Ale, wbrew pozorom, wypowiedź Komorowskiego nie jest przypadkowa. W Platformie słychać narzekania, że prezydent zachowuje się tak, jakby druga kadencja mu się po prostu należała, a wybory były jedynie szkodliwym happeningiem.

Współpracownicy prezydenta i sztabowcy szczególne nadzieje wiążą z rozpoczynającym się tygodniem. Pałac Prezydencki przygotowuje podsumowanie kadencji Komorowskiego, które ma pokazać, że jest prezydentem aktywnym, a nie rozleniwionym, Kancelaria Prezydenta zaś ma od pięciu lat stabilny skład – w przeciwieństwie do miotanej konfliktami i dymisjami kancelarii Lecha Kaczyńskiego.

Sam Komorowski na sobotniej konwencji wyborczej ma się zaprezentować jako pełen energii i gotowy do walki kandydat. Będzie wyborcze hasło i masa znanych twarzy.

Konwencja to jednak głównie zagrywka pod media. Ważniejsze dla losów kampanii prezydenta jest to, czy Komorowski zapanuje nad sobą i swoim otoczeniem. Czy raczej – szogunatem. >B2

Publicystyka
Estera Flieger: Emmanuel Macron w trybie kocura
Publicystyka
Marek A. Cichocki: Histeria końca wszystkiego
Publicystyka
Estera Flieger: Wagary od płynnej nowoczesności
Publicystyka
Jacek Czaputowicz: Małe exposé prezydenta Nawrockiego
Publicystyka
Zuzanna Dąbrowska: Edukacja zdrowotna bez seksu i bez sensu
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama