Zwracam uwagę na "kiedyś" "może". "niektórzy" i "bez wielkich problemów". Tyle jest mniej więcej warunków do spełnienia w sprawie zniesienia wiz dla Ukraińców.

W wersji wiceszefa polskiego MSZ Rafała Trzaskowskiego brzmi to tak (cytat z jego konta na Twitterze): "Kopacz na szczycie Partnerstwa Wsch - najważniejszy jest sygnał o możliwym postępie w liberalizacji wizowej".

Czyli szefowa rządu Polski, kraju, który przez lata opowiadał o tym, jakim to jest adwokatem Ukrainy, i wymyślił Partnerstwo Wschodnie, za największy sukces szczytu w Rydze poświęconego przyszłości tego właśnie programu uznaje sygnał, nie żaden fakt. I czego to jest sygnał - to sygnał postępu, na dodatek tylko ewentualnego, bo oczywiście o pewności nawet w tej sprawie nie można mówić.

Sygnał o możliwym postępie to są trzy kroki do faktu. Faktu nie tak znowu niewyobrażalnego. Chodzi jedynie o zniesienie wiz dla Ukrainy.

Przecież kraje Unii Europejskiej zniosły je bardzo egzotycznym krajom, także niebezpiecznym, z dużą przestępczością czy świeżą przeszłością wojenną.

Do Polski bez wizy mogą wjechać obywatele niestabilnej, radykalizującej się islamsko Bośni i Hercegowiny czy Hondurasu, kraju o największej liczbie zabójstw w przeliczeniu na mieszkańca.

Ale to przed Ukraińcami, naszymi sąsiadami, opuszczamy szlaban.

To oczywiście nie jedyny dowód na pozostawienie Ukrainy za żelazną kurtyną. Najważniejszy - nie żaden sygnał o możliwym postępie, lecz fakt - to to, że Ukraina mimo próśb, nalegań usłyszała, że nawet nie ma co marzyć o perspektywie członkostwa w Unii.