Reklama

Jerzy Haszczyński: Koniec złudzeń w sprawie Ukrainy

Referendum w Holandii na temat umowy stowarzyszeniowej między UE i Ukrainą miało być niewiążące, czyli nic nie znaczące. Jednak z małej niderlandzkiej chmury spadł wielki deszcz.
Jerzy Haszczyński: Koniec złudzeń w sprawie Ukrainy

Foto: Fotorzepa, Waldemar Kompała

A powódź, którą deszcz ten wywoła, mocno podtopi wspólnotę europejską. I na dobre odetnie Ukraińcom drogę na Zachód.

Można się na Holendrów oburzać, że głosując na "nie", wykazali się egoizmem i - mniej lub bardziej świadomie - wpisali w politykę Kremla.

Jednak referendum w Holandii to jedynie kolejny etap, prawie ostatni, wznoszenia nowej żelaznej kurtyny na zachodniej granicy Ukrainy. W poprzednich etapach uczestniczyły i inne narody cieszące się przynależnością do instytucji zachodnich - NATO i Unii Europejskiej.

Już przed holenderskim referendum nikt przecież nie zakładał, że w dającej się przewidzieć przyszłości Ukraina znajdzie się w UE czy Sojuszu. Skoro nie ma zgody na stałe bazy NATO w państwach, które od kilkunastu lat do niego należą, to trudno zakładać, by Pakt miał przyjmować nowych członków z tego regionu. Podobnie jest, niestety, z Unią. Mimo że Ukraińcy narażali życie protestując na Majdanie z unijnymi flagami w rękach, Europejczycy nie chcą ich w swoim gronie. Niecały rok temu na szczycie UE w Rydze przed Ukraińcami nie roztoczono nawet najbardziej mglistej wizji przyjęcia do wspólnoty.

O tym, że członkostwo Ukrainy w UE jest nierealne, można było dotychczas wnioskować analizując deklaracje przywódców, takie jak ta z ryskiego szczytu. Teraz już niczego chyba nie trzeba będzie analizować. Po holenderskim referendum formuła "nie dotyczy wizji członkostwa" może się pojawić we wszystkich dokumentach dotyczących porozumień Kijowa ze wspólnotą.

Reklama
Reklama

Holendrzy otworzyli nam oczy na to, że majdanowy trud Ukraińców był daremny - nie zakotwiczą na Zachodzie, co utrudniłoby odbudowę imperium rosyjskiego.
 
Holendrzy brutalnie uzmysłowili nam przy okazji, że polska polityka wschodnia poniosła porażkę. Suwerenna, związana ściśle z Zachodem Ukraina - to był cel polskiej dyplomacji od paru dekad.
 
Zaraz może się okazać, że i inne polskie cele są nieosiągalne. Takie jak utrzymanie Wielkiej Brytanii w UE. Brytyjczycy mogą wziąć przykład z Holendrów i w czerwcowym referendum zbuntować się przeciwko Brukseli.

Obawiam się, że gdyby plebiscyty stały się normą w UE, to wspólnota by długo nie przetrwała. Okazałoby się, że dominującym poglądem europejskim jest chęć obrony swojego dobrobytu przed obcymi. Raz są nimi Ukraińcy, raz Grecy, raz Polacy, innym razem - Syryjczycy.

Publicystyka
Od wielkiej przyjaźni do wizji zagłady. Zapomniana historia relacji Izraela i Iranu
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX
Publicystyka
Marek A. Cichocki: Czerwone granice międzynarodowej polityki
Publicystyka
Konrad Szymański: Nad SAFE unosi się długi cień Zbigniewa Ziobry
Publicystyka
Estera Flieger: Dorastanie Europy
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama