Jedno można powiedzieć po piątkowych wystąpieniach Hanny Gronkiewicz-Waltz: pani prezydent zrozumiała, że znalazła się w wyjątkowo trudnym położeniu i rzucenie paru banałów na temat reprywatyzacji w stolicy nie wystarczy, by obronić skórę. Gronkiewicz-Waltz ogłosiła decyzje, jak na jej zachowawczy sposób zarządzania, radykalne. Postanowiła zwolnić dyscyplinarnie dyrektora Biura Gospodarki Nieruchomościami (BGN) Marcina Bajko, jego zastępcę Jerzego Mrygonia oraz urzędnika Krzysztofa Śledziewskiego z BGN, pracującego przy decyzji dotyczącej zwrotu słynnej już działki przy Pałacu Kultury, pod adresem przedwojennym Chmielna 70, wartej dziś ponad 150 mln zł.

Pani prezydent zwróciła się do rady miasta o powołanie komisji nadzwyczajnej, która zajmie się wszystkimi przekształceniami własnościowymi i reprywatyzacjami, które miały miejsce w Warszawie od 1990 r. - co jest oczywiście ostrzeżeniem wobec innych środowisk politycznych, które wcześniej rządziły miastem i kuglowały nieruchomościami. W ratuszu powstanie też lista kancelarii prawnych, które przodują w odzyskiwaniu - czy też raczej przechwytywaniu - nieruchomości w Warszawie.

Prezydent stolicy zapowiedziała, że Platforma złoży we wrześniu złożyć projekt tzw. dużej ustawy reprywatyzacyjnej, kompleksowo regulującej zwroty nieruchomości. Ma być w niej zapisana wysokość odszkodowania - w jej ocenie nie powinno być ono większe niż 10 proc. wartości nieruchomości.

Gronkiewicz-Waltz sięgnęła tymi zapowiedziami po klasyczne zagrania z podręcznika komunikacji kryzysowej. Na pierwszy rzut oka wyglądają one nawet atrakcyjnie i zaspokajają kiełkującą w wielu warszawiakach żądzę krwi. Ale przenicowanie tych zapowiedzi oraz porównanie ich z działaniami i wypowiedziami Gronkiewicz-Waltz w ostatnich latach pokazuje, że tymi decyzjami pani prezydent dodatkowo się pogrążyła. Chmielna 70 została zwrócona 4 lata temu, a zatem pogląd o - jak teraz mówi Gronkiewicz-Waltz - „zbyt pochopnej” reprywatyzacji dojrzewał w niej wyjątkowo leniwie. - Uważam w tej chwili, że urzędnicy mogli wykazać więcej starań i że nie wykazali wystarczającej dokładności i rzetelności - zaznaczyła. A co sądziła wcześniej, gdy media i stołeczni politycy piętnowali tę operację? Reprywatyzacyjne przekręty były jedną z przyczyn rozpisania w 2013 r. referendum w sprawie odwołania Gronkiewicz-Waltz - a pani prezydent nie wyciągnęła z tego żadnych wniosków.

Choć Gronkiewicz-Waltz macha szabelką, to nie może ukarać obsadzanego w roli największego szwarccharakteru reprywatyzacyjnej telenoweli byłego wiceszefa BGN Jakuba Rudnickiego. Zwrot Chmielnej był jedną z jego ostatnich decyzji przed odejściem z ratusza. Oddał tę działkę mecenasowi Robertowi Nowaczykowi, z którym był powiązany finansowo - byli współwłaścicielami nieruchomości w Zakopanem.

Lista kancelarii? Wolne żarty. Gdy dziennikarki „Gazety Stołecznej” zwróciły się do ratusza o podanie informacji o reprywatyzacjach prowadzonych przez Nowaczyka, który się specjalizuje w tym procederze, to dostały odmowę. Dopiero Samorządowe Kolegium Odwoławcze uchyliło decyzję władz Warszawy. A teraz lista kancelarii tak po prostu, bez wyroku, może być już jawna?

Gronkiewicz-Waltz rządzi miastem od 2006 r., rok później władzę w kraju przejęła Platforma, a w 2010 r. - po katastrofie smoleńskiej - obsadziła dodatkowo Pałac Prezydencki. Przez 5 lat niepodzielnych rządów w kraju i dekadę rządów pani prezydent w stolicy, partia nie kiwnęła palcem, aby uregulować dziką reprywatyzację w Warszawie. Projekt „małej” ustawy reprywatyzacyjnej pojawił się dopiero na początku 2015 r., a i tak został skierowany do Trybunału Konstytucyjnego przez prezydenta Bronisława Komorowskiego. Dopiero teraz, po wyroku TK i z podpisem prezydenta Andrzeja Dudy, wchodzi w życie. Czemu trwało to tyle lat?

Reprywatyzacyjna ośmiornica zatacza coraz szersze kręgi, a Gronkiewicz-Waltz po raz pierwszy w swej prezydenckiej karierze ma przeciw sobie całą opozycję, większość mediów i sporą część opinii publicznej. Piątkowe wyrzucenie części balastu za burtę to wciąż za mało, by odzyskać wiarygodność.