Rolnicy związani z AgroUnią 13 marca rano sparaliżowali ruch na jednym z najważniejszych skrzyżowań komunikacyjnych Warszawy. Na jezdnię wysypali jabłka, podpalili opony i słomę, a na torach tramwajowych położyli tusze świni.

W ten sposób doprowadzili do blokady ruchu oraz korków. Część protestujących zatrzymano na miejscu, a wizerunki pozostałych stołeczna policja opublikowała na swojej stronie internetowej. Dotąd ustalono tożsamość czterech z nich.

Zakłócili porządek

– To rolnicy z dwóch województw – mazowieckiego oraz lubelskiego. Już postawiliśmy im zarzuty z kodeksu wykroczeń dotyczące m.in zakłócania porządku – mówi nam Sylwester Marczak, rzecznik Komendy Stołecznej Policji.

Na policyjnej liście do rozpoznania tuż po zdarzeniu umieszczono 35 osób. W piątek usunięto zdjęcia czterech, umieszczając zamiast nich adnotację „zidentyfikowany" (przy zdjęciach oznaczonych numerami 4, 8, 23 i 30). Wśród rozpoznanych nie ma przywódców protestu.

Dzięki monitoringowi, który zarejestrował poranną demonstrację, policja była w stanie określić rolę poszczególnych uczestników – i w zależności od ich zachowania zindywidualizować stawiane im zarzuty.

Dotyczą one trzech artykułów kodeksu wykroczeń: zakłócania porządku publicznego, tamowania ruchu oraz zanieczyszczania drogi publicznej. Protestującym grozi grzywna do 5 tys. zł, do kary aresztu włącznie. W ustaleniu tożsamości demonstrantów miało pomóc społeczeństwo. – Otrzymaliśmy wiele informacji, każdą z nich sprawdzamy – przyznaje Sylwester Marczak.

Policja twierdzi, że rolnicy zniszczyli jezdnię, utrudniali ruch samochodowy, doprowadzając do paraliżu komunikacyjnego. Ich ścigania domagał się Zarząd Dróg Miejskich, który oszacował straty wynikające ze zniszczonej nawierzchni na ok. 34 tys. zł. Policja uznała, że manifestacja, na którą rolnicy nie mieli pozwolenia, wynikała z „pobudek chuligańskich".

Chcą interwencji

Dotąd konsekwencje związane z udziałem w proteście wyciągnięto wobec ok. 30 osób. Wnioski o ich ukaranie policja skierowała do sądu.

– To osoby z różnych województw, zostały przesłuchane w komendzie stołecznej i w ramach pomocy prawnej w jednostkach policji na terenie kraju – zaznacza Marczak. W tym gronie są zarówno rolnicy z małych gospodarstw, jak i prowadzący działalność na dużą skalę.

Zatrzymani – jak twierdzi policja – nie mieli pretensji do publikacji ich zdjęć na stronie internetowej komendy.

W ostrych słowach zachowanie protestujących ocenił szef MSWiA Joachim Brudziński – napisał na Twitterze, że „chuliganeria, która sprowadziła realne zagrożenie zdrowia i życia na placu Zawiszy, musi ponieść konsekwencje wynikające z obowiązującego w Polsce prawa".

Z kolei rolnicy zapowiedzieli, że to nie ostatni taki protest. – Chcemy pokazać, co oznacza dla miast zablokowanie tylko jednej drogi. Podobnie jest z rolnictwem, jeśli zostaje odcięte od swoich rynków zbytu – tłumaczył motywy Michał Kołodziejczak, lider AgroUnii, zapowiadając, że jeśli rząd nie potraktuje poważnie postulatów, to podobne poranne blokady będą organizowane częściej.

Protestujący domagają się szeregu działań ze strony rządu. Chcą m.in. wprowadzenia obowiązku znakowania produktów rolno-spożywczych flagą kraju pochodzenia, wprowadzenia produktów krajowej produkcji i pochodzenia obowiązkowo do sklepów wielkopowierzchniowych (tak, by stanowiły 51 proc. udziału) oraz interwencji na rynku trzody chlewnej, w tym odszkodowań dla hodowców, którym z powodu ASF wybito świnie.