W nabierającym tempa wyścigu z kosztami i inflacją branża spożywcza radzi sobie zaskakująco skutecznie – takie wnioski można wysnuć z tygodniowej analizy Credit Agricole. W większości analizowanych branż skutecznie przerzucono rosnące koszty na inne części łańcucha dostaw i ochroniono swoje marże – a nawet je zwiększono.

Cukier krzepi się sam

Producenci cukru, o którym ostatnio było tak głośno, przetworów mlecznych, a także producenci wyrobów z mięsa – te branże zdaniem analityków Credit Agricole wygrywają starcie z rosnącymi kosztami prowadzenia działalności.

Eksperci banku przyjrzeli się temu, jak radzą sobie producenci żywności w dzisiejszych, trudnych czasach. Akurat kondycja tych firm ma szczególne znaczenie: to, w jakim stopniu firmom z sektora rolno-spożywczego udaje się przerzucać rosnące koszty na partnerów w łańcuchu dostaw, niesie cenne informacje o ścieżkach cen żywności w Polsce. A w efekcie – dalszym kształtowaniu się inflacji.

Wnioski? W sześciu branżach przemysłu spożywczego udało się obniżyć udział kosztów całkowitych w przychodach. Z nawiązką przerzuciły one owe rosnące koszty na kolejne odcinki łańcucha dostaw, zwiększając w ten sposób swoje marże.

Ta obserwacja jest prawdziwa również dla zagregowanych danych całego przetwórstwa żywności.

Największe trudności w dzisiejszej kryzysowej sytuacji rynkowej mają przetwórcy ryb, kawy i herbaty oraz piekarze. W tych firmach szok kosztowy wymusza obniżki własnej marży, czyli – zarabiają coraz mniej.

Co podrożało?

Punktem odniesienia dla uwzględnionych w analizie Credit Agricole danych były przeciętne wyniki finansowe tych branż w latach 2015–2019. Wybrano akurat ten okres, by uniknąć zniekształcającego wpływu pandemii na wyniki analizy.

W produkcji najbardziej odczuwalne są koszty materiałów, energii, pracy oraz odsetek od kredytów. Wyższe koszty materiałów wynikają oczywiście z dużego wzrostu cen surowców rolnych, ale też – co nie jest już tak oczywiste – drożejących opakowań oraz środków chemicznych. Dla większości branży spożywczej problemem są też oczywiście rosnące ceny energii oraz koszty pracy (wskutek presji płacowej napędzanej wysoką inflacją). Brzemię odsetek od kredytów jest tu również widoczne (od października 2021 r.). Z wszystkich wymienionych czynników najbardziej na przemyśle spożywczym odciska się koszt surowców do produkcji.

– Branże wytwarzające podstawowe produkty żywnościowe, które charakteryzują się relatywnie niską elastycznością cenową popytu – takie jak cukier, produkty mleczne, mięso, oleje i tłuszcze czy mąka – były w stanie z nawiązką przerzucić rosnące koszty na kolejne odcinki łańcucha dostaw – piszą autorzy analizy. Manewr ten udało się też powtórzyć producentom makaronów, choć już nie piekarzom.

Tajemnica tkwi w rozdrobnieniu. – Dane sugerują, że im niższa koncentracja rynku, a w konsekwencji wyższa konkurencja i słabsza pozycja negocjacyjna działających na nim podmiotów, tym firmom trudniej podnosić ceny swoich produktów – piszą analitycy.

Według prognoz banku inflacja cen żywności przebije w październiku granicę 20 proc., po czym zacznie łagodnie spadać – jeśli tarcza antyinflacyjna zostanie utrzymana do końca 2023 r.

Inflacja ogółem wzrosła w sierpniu do 16,1 proc. w ujęciu rocznym wobec 15,6 proc. w lipcu. Do jej wzrostu przyczyniła się większa dynamika cen żywności i napojów bezalkoholowych (17,5 proc. w sierpniu wobec 15,3 proc. w lipcu) oraz nośników energii (40,3 proc. wobec 37 proc. w lipcu).

Cenowy marsz w górę wyhamowały natomiast surowce rolne, zwłaszcza zboża. Obniżeniu ich cen sprzyjało zmniejszenie niepewności na rynku, odpływ kapitału spekulacyjnego, a także porozumienie w sprawie eksportu ukraińskiego zboża przez Morze Czarne. Mimo to ceny na giełdzie MATIF nadal nie zeszły do poziomów sprzed wybuchu wojny w Ukrainie.