Żniwa za nami, a przed nami pytanie, jaki był tegoroczny sezon. Czy były udane? Informacje, jakie napływały do nas przez większą część sezonu, nie były zbyt optymistyczne.
- Pogoda w tym roku nas nie rozpieszczała. Turystów tak, ale nie producentów żywności – powiedziała prof. Andrzej Kowalski, dyrektor Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.
Czy było aż tak źle? Powszechne były opinie, że możemy spodziewać się katastrofy.
- Wbrew zapowiedziom, katastrofy nie było. Pomimo pogłosek mówiących, że co nie wymarzło to się podtopiło, później susza, potem nadmierne opady i tak prognozuję, że tegoroczne zbiory zbóż będą podobne do tych z poprzedniego roku. Nie wykluczam przy tym, że mogą być nawet lepsze – wskazywał.
Możemy powiedzieć, że będziemy mieli powtórkę z zeszłego roku?
- Będzie niedomiar z jakością. Zboża paszowego nie powinno zabraknąć, jednak dobrej jakości ziarna może być trochę mniej. Na dokładne dane przyjdzie nam jednak poczekać – tłumaczył.
Przedstawiona retoryka mocno rozmija się z informacjami, którymi na co dzień karmią nas rolnicy. Skąd te rozbieżności?
- Mamy sygnały od katastrofy, do umiarkowanego optymizmu. Wpływ pogody był bardzo nierównomierny. Susza dotknęła województwa centralne – Łódzkie, Mazowieckie, Kujawsko-Pomorskie – i rzeczywiście sytuacja wyglądała i wygląda bardzo źle. W niektórych regionach produkcja może być nawet o 20 proc. niższa, niż w ubiegłym roku – wyjaśniał.
- Są jednak regiony, gdzie sytuacja wygląda dużo lepiej. Przykładem może być np. Lubelskie, Zachodnio Pomorskie i regiony z południowej części kraju – tłumaczył.
- Generalnie nie ma tragedii i tego powinniśmy się trzymać – podkreślał.
Czy przedstawiona sytuacja odbije się na poziomach cen? Czego konsumenci mogą się spodziewać w najbliższym czasie?
- Ceny kształtowane są na rynku światowym. Od tego trzeba zacząć. Często o tym zapominamy. W czasach w socjalizmie mówiliśmy o „klęskach urodzaju", po których rolnicy liczyli straty. Często było tak, że nieurodzaj był bardziej opłacalny, niż urodzaj. Brak plonów oznaczał wyższe ceny i wysoką opłacalność – wyjaśniał.
- Od dziesięciu lat, czyli od czasów kryzysu finansowego, coraz bardziej widzimy wpływ działań funduszy spekulacyjnych. Najpierw zainteresowały się surowcami, a później rozszerzały swoją działalność i tak doszły i do produktów rolnych. Żywność stała się obiektem spekulacji – tłumaczył podkreślając, że w efekcie ceny są zupełnie niezależne od urodzajów i nieurodzajów.
- Mamy nieurodzaj, a ceny kształtują się zupełnie nie tak, jakbyśmy się mogli spodziewać zgodnie z krótkookresowymi analizami – podsumował.