Podczas swojej wizyty w Łodzi - na prośbę premiera, jak podkreślał - Jacek Sasin przekonywał, że "analizy prawne wskazują, że nie ma żadnej możliwości, nawet w przypadku wygranej, aby [dotychczasowa prezydent Hanna Zdanowska, ubiegająca się o reelekcję - red.] miała możliwość objąć skutecznie urząd prezydenta Łodzi".

Sasin stwierdził, że jeśli wybory na prezydenta Łodzi wygra Hanna Zdanowska, wojewoda będzie się musiał zwrócić o ustanowienie zarządu komisarycznego w tym mieście.

- Apeluję o jasne stanowisko PKW w tej sprawie, bo pani prezydent Zdanowska nawet w sytuacji uzyskania największej liczby głosów w wyborach, nie powinna uzyskać zaświadczenia o wyborze na urząd prezydenta - mówił Sasin, cytowany przez łódzki "Express Ilustrowany".

Polityk PiS powiedział również, że sytuacja ta bardzo niepokoi rząd, bo w Łodzi, jednym z trzech największych miast w Polsce grozi niestabilność, która utrudni współpracę samorządu łódzkiego z rządem - bo będzie brakowało partnera-prezydenta, który może objąć urząd i zarządzać miastem - jak mówił Sasin.

Uważa też, że PO, z ramienia której startuje Zdanowska, stosuje podwójne standardy, przekonując, że szanuje wyroki sądów, "a w tej sprawie wydanego wyroku sądu nie szanują".

Prezydent Łodzi przez sąd II instancji została uznana winną poświadczenia nieprawdy i skazana na grzywnę 20 tys. zł.

Na słowa Sasina zareagował wiceprezydent Łodzi Tomasz Trela. Zarzucił, że proces i skazanie Hanny Zdanowskiej był "szyty na polityczne zamówienie", postępowanie zostało bowiem przeniesione do uległej wobec Ziobry prokuratury.

- Pierwszy raz w historii demokratycznej Polski mamy do czynienia z sytuacją, w której na tydzień przed wyborami przyjeżdża minister z Kancelarii Premiera i mówi, że nieważne na kogo łodzianie zagłosują: "bo i tak wprowadzimy tu zarząd komisaryczny" - powiedział Trela. Skwitował, że Sasin namawiał w ten sposób wojewodę do złamania prawa i dlatego sprawa zostanie skierowana do sądu.