Rzeczpospolita: Wojciech G., były ksiądz, został w minioną środę skazany na siedem lat więzienia za molestowanie nieletnich na Dominikanie i w Polsce. I choć sama wysokość kary nie budzi wątpliwości, to prawdziwą dyskusję wywołał fakt, że ksiądz dobrowolnie poddał się karze, choć do winy się nie przyznał. Czy takie dobrodziejstwo jak zakończenie sprawy na jednym terminie, bez rozgłosu, należy się osobie, która kwestionuje swoją winę?

Andrzej Zoll: Dobrowolne poddanie się karze to też konsensualne załatwienie sporu. Przyznanie się oskarżonego do winy nie jest konieczne. Mimo jego braku oskarżony poddaje się karze, robi to dobrowolnie i ma do tego prawo. Jeśli przystanie na to prokurator i zaakceptuje sąd, sprawa jest zamknięta.

Nie dostrzega pan w tym sprzeczności?

Dostrzegam pewną niekonsekwencję, ale tylko po stronie oskarżonego. Sprawa i jej rozstrzygnięcie znajdują się pod kontrolą sądu, dlatego należy być o nie spokojnym.

Czy to oznacza, że gdyby sąd uznał, że nie ma dowodów na winę oskarżonego, to mimo jego chęci poddania się karze nie orzekłby jej?

Oczywiście. Gdy oskarżony nie przyznaje się do winy, zgromadzony materiał musi bez jakichkolwiek wątpliwości ją potwierdzać.

Sprawa byłego księdza budziła emocje nie tylko w kraju, ale i za granicą. Myśli pan, że za granicą taka konstrukcja znajdzie zrozumienie?

Wszystko odbyło się zgodnie z prawem. Wiele krajów korzysta z trybów konsensualnych.

Przed polskimi sądami coraz więcej procesów kończy się dobrowolnym poddaniem się karze czy tzw. ugodą z prokuratorem? To dobry kierunek? W pewnym sensie to wypaczenie procesu i jego roli.

Autopromocja
RADAR.RP.PL

Przemysł obronny, kontrakty, przetargi, analizy, komentarze

CZYTAJ WIĘCEJ

Kierunek jest dobry, ale trzeba pamiętać, że nie można z tym przesadzić. Sama rozprawa karna też ma swoje oddziaływanie wychowawcze, edukacyjne na opinię publiczną. I nie wolno o tym zapominać. Przekonuje mnie odciążenie sądów i obniżenie kosztów procesów. W takich sprawach jest taniej, najczęściej nie ma apelacji, nie wzywa się świadków i nie mnoży kosztów. Ale jak zawsze umiar jest wskazany.

Jest jakaś granica, poza którą wyjść nie wolno, by nie zaszkodzić wymiarowi sprawiedliwości?

W tej chwili mamy 50 proc. spraw załatwianych w ten sposób. Od kilku miesięcy tryby konsensualne można stosować w większej liczbie spraw, znikają kolejne ograniczenia. Według nich realna skala to sześćdziesiąt kilka procent. I więcej chyba być nie powinno. Dzięki temu sądy będą mieć więcej czasu, by skupić się na prowadzeniu spraw niejasnych, skomplikowanych i budzących wątpliwości nie tylko pod względem dowodowym.

—rozmawiała Agata Łukaszewicz